sobota, 5 grudnia 2015

Widziałem mutanta cień

Tytuł: Shadowgun: Deadzone
Testowana platforma: Facebook + Firefox
Rok wydania: 2015
Cena: darmowa (+ mikrotransakcje)
Link: https://www.facebook.com/games/shadowgun-deadzone





Chyba nie jest już tajemnicą, że jestem jednym z tych ludzi, których sam na łamach Komnaty określam mianem "tych, którzy lubią sobie postrzelać". Nie powinno więc dziwić, że ląduje tu kolejna gra w tym stylu.

Początkowo podszedłem do niej sceptycznie. Skończyło się na tym, że ikonka na Facebooku wylądowała w koszu. Nie na długo na szczęście, bo gdy dałem jej drugą szansę przekonałem się, ile jest warta tak na prawdę. Chodziło po prostu o to, że na te parę pierwszych meczy trzeba nałożyć filtr braku lepszego sprzętu do zabijania, ale o tym za chwilę. Od razu pragnę to powiedzieć - nie przejmujcie się, jeśli w tej pierwszej fazie będziecie obstawiać tyły listy wyników, to przejdzie.

A jak już przeżyje się te pierwsze niepowodzenia (serio, ginie się w niemal każdej sytuacji 1 na 1), system gry rozkłada przed nami karty. I nic, tylko się zagłębić w dalszą rozgrywkę. Oprócz typowego strzelania, mamy do dyspozycji laboratorium i sklep, gdzie będziemy mogli zaopatrzyć się w lepsze bronie, a nawet je jeszcze ulepszyć. Wybór jest naprawdę duży, a każdy typ broni dzieli się jeszcze na trzy poziomy - i każdą z giwer można zabrać ze sobą w bój. Na start mamy tylko jeden slot na broń i jeden na przedmiot (np. apteczkę lub granat), ale szybko można ten stan rzeczy zmienić. Zaznaczam tylko, że tylko gracze premium będą mieli dostęp do naprawdę wszystkich usprawnień, co nie zmienia faktu, że darmowi za wiele nie tracą. Zwłaszcza że jest tu system loterii oraz osiągnięcia dzienne, za spełnienie których dostaje się przedmioty premium. Dla mnie brzmi to uczciwie. Szczerze powiedziawszy to po moim magazynie walają się dopalacze pancerza i inne takie, a nie wydałem nawet złotówki.

Do wyboru mamy dwa tryby - deathmatch każdy na każdego i grę zespołową przy zdobywaniu punktów kontrolnych. W obu przypadkach nie musicie się martwić, że nie będzie z kim grać. Zawsze ktoś się nawinie. Komunikat o braku chętnych pojawił mi się co prawda parę razy, ale gdy próbowałem jeszcze raz, gracze się znajdywali, więc zastrzeżeń nie mam. Jako że oba tryby przedstawiają diametralnie inny model rozgrywki, warto przemyśleć, z jakim ekwipunkiem ruszymy do walki. Musimy tu jednak opierać się wyłącznie na swoich własnych preferencjach, bo niestety, ale brak tu jakiejkolwiek poczekalni. Wybieramy tryb i reszta dzieje się już sama. Może się tez zdarzyć, że dołączymy do gry już nie tyle tylko rozpoczętej, ale już takiej, która się kończy. W sposób oczywisty rzutuje to na naszym wyniku, a to miłe nie jest. Były takie przypadki, ale najczęściej jednak dodawało mnie do gry z około minutą na liczniku, czasem też rozpoczynaliśmy od zera.

Na koniec moje ulubione rzeczy, czyli co pragnąłbym zobaczyć w każdej strzelance. Po pierwsze, rzut granatem polega na wciśnięciu klawisza jego slotu, dzięki czemu nie trzeba się na nic przełączać. Minus jest tylko taki, że trzeba przestać strzelać, co może nas kosztować życie. Po drugie - respawn jest tu kosmicznie krótki. Do zabawy wrócimy już po kilku sekundach, ale - co ciekawe - to zależy wyłącznie od nas. Gra potrzebuje chwili, żeby wyświetlić ekran wyników, na którym jest też przycisk respawnu i licznik. Dopiero gdy na niego klikniemy, dołączymy do kolejki powrotu związanej z tymże licznikiem. Gdy ten dojdzie do zera - pojawiamy się na planszy. Gdyby więc ktoś musiał na chwilę odejść od monitora (albo np. odebrać telefon, bo także gra mobilna) - może to zrobić. Jeśli jednak nie wstrzelimy się w cykl i zero wybije zanim klikniemy, czekamy kolejne kilka sekund. I jeszcze jedna uwaga - w trybie punktów kontrolnych sami wybieramy, gdzie się pojawimy. Jeśli jednak wybrany punkt przepadnie, czekamy od początku - i tak do skutku.

Słowo o oprawie, bo jest o czym mówić. Powiedzcie mi, lubicie, jak na mapie coś się dzieje? Są tu co prawda mapy typowe, ale jedna urzekła mnie szczególnie: "Diversation" dla punktów kontrolnych. Walka toczy się tam przy akompaniamencie ognia artyleryjskiego! Przeurocze :) Początkowo myślałem, że mój staroć nie pociągnie gry na wyższych ustawieniach grafiki. Ku mojemu zdziwieniu jednak wynik autodetekcji ustawił mnie na "high", z czego się bardzo cieszę. Jest jeszcze "ultra high", ale i tak na tym co mam gra wygląda świetnie. Są odblaski, są wybuchy, są porządne modele postaci. Czego chcieć więcej?

Ano powiem Wam, czego można chcieć więcej. Można chcieć zainstalować Deadzone na swoim systemie. Czasem przewija się ktoś z androida, rzadziej z Apple'a, więc coś się dzieje. Jeśli wiec tylko Wasza przeglądarka obsługuje Unity, walcie jak w dym. Serio.


Ocena:
Teraz zginiesz!


W skrócie:
+ Śmiga na starym sprzęcie
+ Mnóstwo broni
+ Duże możliwości personalizacji ekwipunku
+ Przedmioty premium można mieć za darmo
+ Dwa tryby gry
+ Błyskawiczny matchmaking i respawn
+ Zawierucha wojenna poza mapą (dla ozdoby)

- Trzeba się przyzwyczaić do kontroli broni (indywidualny rozrzut, prędkość pocisku itp.)
- Trudne początki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz