Tytuł: Lancaster the Ghost Detective
Rok rozpoczęcia: 2004
http://lancaster-comic.com (kontynuacja)
Plan jest taki. Zapominacie, że w poprzednim poście miałem pokazać coś arcyfajnego. Zapominacie, że dziś też miało być coś fajnego, co dawało razem dwa wpisy o rzeczach zarąbistych. Pamiętajcie za to, że dziś pokazuję coś nowego na skalę tego miejsca. Będzie to choć w połowie realizacja mojego zamiaru...
Jak można się było zorientować po tytule, główny bohater to koleś będący za pan brat z obecnością duchów. Dokładnie rzecz ujmując jet on ich łowcą - coś na kształt znanego zespołu ze znanego filmu. Los chciał, że już na początku trafia on na niezłego skurczybyka - a co on robił i dlaczego, to już sobie doczytacie.
O komiksie tym powinienem i będę wyrażał się w samych superlatywach. Dawno co prawda miałem z nim do czynienia (od pewnego momentu czytałem na bieżąco), więc nie uraczę Was dokładną analizą za i przeciw. Pozwolę za to płynąć moim wspomnieniom - a jest ich parę. Przede wszystkim miesza się tu pewna doza brutalności i tkliwości. Lancaster to nie tylko spec od duchów - trafi mu się po drodze parę potworów, którym będzie trzeba skopać tyłek. Jednak to właśnie duchy będą nakręcać główny wątek - i tak już do samego zakończenia. A to - gwarantuję - wzruszy Was do żywego. Jakby tak ująć to na skali, to będzie gdzieś w okolicach "śmierć Mufasy". Ja po tylu latach nadal uśmiecham się z rozrzewnieniem...
Każdy, kto zagłębi się w lekturze, zada sobie jedno podstawowe pytanie. Jakim cudem Lancaster co raz to wyciąga z kieszeni nowy model Plasmaty? To taki gadżet jego autorstwa. Ale to chyba jedyny tego typu szczegół. W sumie to nawet człowiekowi nie przeszkadza, że fabularnie patrząc nie miał on czasu na skonstruowanie nowej wersji. Takie tam. Ważne, że ma czym zamiatać.
Jak już mówiłem, przygody Lancastera niezmiernie mnie wciągnęły. To znaczy tak, ale innymi słowami to powiedziałem. Wracając na stronę komiksu przekonałem się, że twórca robi kontynuację - jeszcze jej nie czytałem, ale znając jego styl mam się czego spodziewać. Co prawda ostatnia strona nadal datowana jest na rok 2014, ale nadzieję można mieć. Choćby tylko do tego, co już zostało zrobione.
Fakt, może nie jest to tak popularna dziś manga, a w tym porównaniu styl Lancastera wychodzi na dość ubogi. Ma on jednak swój urok i tego stanowiska będę bronił. Każdy rozdział pełen jest ciekawej akcji, a postacie naprawdę dają się lubić. Polecam każdemu, kto lubi przygodę - tej nie zabraknie.
Ocena:
Who you gonna call?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz