Tytuł: Codename CURE
Testowana platforma: Windows XP + Steam
Rok wydania: 2015
Cena: darmowa
Ciemno, ciemno, ciemno - zombie! Ha, ten typ gier to się chyba nie zestarzeje. Niby to taki prosty pomysł, a jak to płodność twórców napędza... Lubicie się bać? A lubicie kopać tyłki nieumarłym? Jeśli tak, to czytajcie dalej.
Zacznijmy od podstaw. Codename CURE to mod, który dostał nóg i się usamodzielnił. Pierwotnie można sobie było w to pociąć mając na dysku Half-Life 2, ale teraz już go nie potrzeba. Za to potrzeba Steam. Ale nic tam, przynajmniej za darmo dają. Dla tych, którzy nie słyszeli o serii H-L: to taka strzelanka FPP. Trochę się pozmieniało co prawda, ale raczej wypada czegoś takiego oczekiwać.
Rozpoczynając grę wybieramy sobie postać z listy. Jest ich kilka, a różnią się one uzbrojeniem, ekwipunkiem i oczywiście skórką. Taki Assault dostaje karabin szturmowy i granat, Support MP5 i skrzynkę amunicji (pełniącą również rolę stacji medycznej), snajper - jakże by inaczej - snajperkę... I tak dalej. Jest też automatyczna wieżyczka, tak jakby się ktoś pytał ;) A potem już tylko zrzut i do boju. Póki co jest jeden cel - wejść do budynku, podłożyć bombę i ścigać się z licznikiem w drodze do punktu ewakuacji. W międzyczasie czeka nas horda zombie w trzech odmianach - zmienia się ich prędkość i wytrzymałość. Generalnie należy na siebie uważać, bo czasu jest niewiele, a kolejne fale wrogów wlewają się na nas co pewien czas, zależnie od postępów.
Kluczem do zwycięstwa jest wyważenie parcia do przodu i bunkrowania się tak, żeby starczyło i życia, i amunicji. A ta wierzcie mi, szybko się kończy. Na szczęście przez większą część rozgrywki będzie można powrócić do życia - o ile sytuacja na to pozwala. W środku ataku pozostaje mieć nadzieję, że ktoś zostanie na nogach. Warto wspomnieć, że docelowo na jednej mapie poruszać się może do pięciu graczy - nie ma więc co szaleć i iść wyłącznie w jeden styl gry. Choć wbrew pozorom wielu ludzi gra czymś innym niż Assault, co mnie jednocześnie cieszy i martwi. Cieszy, bo można sobie popykać do zombie z najlepszej broni w grze, martwi bo obrywają na tym osiągnięcia. Tak czy inaczej nigdy jeszcze nie spotkałem gry, w której brakowałoby siły ognia - jakoś tak wszyscy się dzielą, że zespół działa. Generalnie, bo wiecie pewnie doskonale, że może się trafić jakiś koleś, co nie ogarnia gry zespołowej. A że czas bywa ograniczony i zło czai się za każdym rogiem, może to kosztować parę żywotów.
Oprawa cieszy zarówno oko, jak i ucho. Zależy to też od mapy. Mój komputer zakwalifikował się do wysokich ustawień, ale rzeczywistość poddała to weryfikacji. W zamkniętych pomieszczeniach jest dobrze, ale był taki wieżowiec, gdzie trzeba było wychodzić na balkon - i tam mnie wywalało. Podobnie zresztą jak przy włączaniu latarki - choć tu częściej miałem po prostu laga sprzętowego. Nie zmienia to jednak faktu że coś jest nie tak. Na niskich ustawieniach jakoś ciągnie... Ciekawym smaczkiem jest zmiana muzyki podczas ataku zombie. Rozlega się syrena alarmowa i słychać zawodzenia nieumarłych - nigdy więc nikogo to nie zaskoczy. Potem wszytko ucicha - ale przecież nie nie zawsze.
Znów pokazuję Wam grę nieukończoną. Na Steamie wisi ogłoszenie, że to wczesny dostęp. Ale co tam. Już teraz gra jest świetna. Rzadko kiedy widzi się dobrą, darmową grę nastawioną na pracę zespołową. Z botami ciężko wygrać nawet na casualu, a patrząc po serwerach najpopularniejsze są najwyższe poziomy trudności. Znaczy to tylko jedno - że ma ona przyszłość. Życzę Wam, żebyście trafiali na porządnych towarzyszy. A teraz jazda, pobierać!
Ocena:
Leczy nudę
W skrócie:
+ Dobrze wyważone klasy postaci
Leczy nudę
W skrócie:
+ Dobrze wyważone klasy postaci
+ Wymusza grę zespołową
+ Trzyma w napięciu
+ Za każdym razem może być inaczej
+ Widok zamykającej się bramy do punktu zbornego, gdy jesteśmy po dobrej stronie
+ Widok zamykającej się bramy do punktu zbornego, gdy jesteśmy po dobrej stronie
- Jeśli wygrywa się na najwyższym poziomie, może zrobić się nudna
- Nieoficjalne mapy mogą napsocić


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz