Tytuł: Teeworlds
Testowana platforma: Windows XP
Rok wydania: 2007
Cena: darmowa
Miało być tak fajnie. Miałem przedstawić Wam jedną z moich ulubionych gier. Miałem... Wiecie co się okazało? Że już prawie nikt w to nie gra. Zdecydowanie nie fajnie! Pamiętajcie i uczcie się na cudzych błędach - łapcie życie póki jest, za szybko to przemija :(
Ale koniec żalenia się. Gry czekają! Serio, daleko nie szukałem. Znałem Teeworlds od jakiegoś czasu, ale paczka jakoś tak leżała w folderze pobierania... Leżała i w końcu przyszedł na nią czas. Miał być Soldat, będzie coś bliższego do pierwowzoru. Znacie Liero? A może słyszeliście o nim? Jeśli tak, to zapraszam. Jeśli nie - też :P
Zacznijmy od podstaw. Podobnie jak Liero czy ten nasz nieodżałowany Soldat, mamy tu do czynienia ze strzelanką w dwuwymiarowym środowisku z kamerą z boku. Jak widać zresztą. W zależności od trybu gry naszym celem jest albo ubicie jak największej liczby przeciwników, albo zebranie jak największej liczby flag z bazy wroga. Ewentualnie zabić po drodze jak najmniej naszych sojuszników z drużyny, ale wiecie jak to jest... Te granaty i takie tam.
Granaty? No, prawie. Nasz arsenał początkowo składa się z oszałamiającej liczby dwóch broni, ale jeśli trochę poszperamy po planszy, szybko znajdziemy też inne pukawki. Znów, nie spodziewajcie się cudów, za wiele ich nie będzie. Wymieniając po kolei co w trawie piszczy: zaczynamy z młotkiem i pistoletem, a zebrać możemy jeszcze strzelbę (shotgun), granatnik i laser. Mówiłem - szału nie ma. Pierwsza pozycja nie wymaga komentarza - po paru celnych ciosach można nią powalić jakiegoś zagubionego ziomka, ale dalej lepiej mieć coś strzelającego. Pistolet wyróżnia się tym, że amunicja do niego szybko się regeneruje. Shotgun wypluwa śrut, granaty wybuchają, a laser odbija się od ścian. I tyla. A, jeszcze broń bonusowa. Na niektórych mapach jest jeszcze mordercza katana. Tym to się dopiero zabija!
Pozostałością po Liero jest linka z hakiem. I tu się trochę rzecz ożywia. Samo strzelanie prawda, daje radochę. Może gdyby poprawić nieco trajektorię lotu granatu byłbym szczęśliwszy, ale w sumie da się do tego małego zasięgu przyzwyczaić. Ogólnie brak tu broni na dłuższy dystans. Wbrew pozorom najdalej strzela pistolecik, ale z jego jednym punktem obrażeń świata się nie zwojuje - generalnie. Cała nadzieja pozostaje więc w kwestii poruszania się - i tu przyznać muszę, że gra daje radę. Ponownie, trzeba się chwilę poduczyć co i jak (za długa to ta linka nie jest), ale efekty będą zadowalające. Zachęcam więc do niezniechęcania się - z czasem będzie na co popatrzeć.
Co do grafiki można mieć odmienne zdanie niż ja, ale osobiście (jak już gdzieś pisałem) lubię oprawę rodem z kreskówek. Ociekające krwią, realistyczne "ragdole" może i mają swój urok, ale to rozwiązanie nasuwa mi jednoznaczne skojarzenie - "dobra zabawa". Bo jeśli coś nie jest na serio, to tym łatwiej jest się przy tym dobrze czuć. No i taką grę można spokojnie pokazać młodszemu bratu - co mam zamiar zrobić.
Jeśli szukacie gry, z którą będziecie mogli związać się na poważnie, to proszę bardzo. Nie gwarantuję, że zaskoczy za pierwszym razem, ale gdyby dać jej szansę, pokaże pazur. Nie dajcie się zwieść! Jak w każdej grze tego typu są gracze tak zwani "niedzielni" i tacy, którzy nic innego nie robią, tylko łapią fragi czy tam flagi. Miejsca wystarczy dla każdego!
Ocena:
Słodkie jak zemsta
W skrócie:
+ Kreskówkowa oprawa
Słodkie jak zemsta
W skrócie:
+ Kreskówkowa oprawa
+ Linka z hakiem
+ Małe mapy+ Łatwo się wdrożyć
+ Personalizacja postaci gracza
- Mało broni
- Krótki zasięg granatnika i linki


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz