poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Stoi na stacji...

Chwila wolnego? No to leci kolejny wpis! Wiecie, tak dla rozruszania interesu :)

Tytuł: Transport Empire
Testowana platforma: Facebook
Rok wydania: 2014
Cena: darmowa (mikropłatności)
Link: https://www.facebook.com/TransportEmpire





Gry strategiczne przez przeglądarkę mają jedną, zasadniczą wadę. Mówię o tym wprost tak na starcie, bo akurat w tej kwestii nie ma co się oszukiwać. Jeśli rozgrywka polega na budowaniu armii i atakowaniu miast wroga, to zawsze znajdą się ludzie siedzący nad grą dużo po północy, aby zyskać przewagę nad swoim celem. Jeśli zaś gra jest z natury swojej pokojowa, to gdzieś tam będzie umieszczony mechanizm co najmniej opóźniający osiągnięcie sukcesu. Transport Empire zalicza się do tej drugiej grupy - i nawet się nie próbuje kryć z podaniem, za co będzie trzeba zapłacić, aby móc swobodnie pograć. Zasada jest prosta - albo przelejesz na konto twórcy trochę pieniędzy za pewne kluczowe elementy gry, albo po raz kolejny wmawiasz sobie, że to i tak nic by nie zmieniło. Ale może przejdźmy do konkretów, co? Po kolei zatem.

Świat, w jakim osadzona jest gra, to nasza rodzima Ziemia epoki pary - a konkretniej steampunk. Jakby był to dla kogoś termin nowy - to taki typ fikcji popularnonaukowej z czasu silnika parowego właśnie. W naszych rękach spoczywa los rodzinnej firmy przewozowej. Pierwotnie dowodzić będziemy transportem kolejowym, aby po jakimś czasie przejść do parowców i sterowców. Bardzo ładnie zaprojektowane plansze mieszczą miasta i kopalnie, które trzeba będzie połączyć torami (lub w przepadku łodzi - trasą wodną). Problem polega na tym, że za każde otwarcie takiej kopalni "płaci" się odpowiednim zarządcą. Tu jeszcze jest w porządku - ale jest druga rzecz. Każda kopalnia ma bowiem swój zapas surowca. Z tej puli pobierane są jednostki wydobywane przy składaniu zamówienia - aby po jakimś czasie się wyczerpać. Gdy to nastąpi, są dwie opcje. Albo sprzedaje się cały budynek (można go później odbudować), albo ratuje przedsiębiorstwo inżynierem. Tak więc albo traci się niemal całą kasę, jaką się w niego władowało, albo dokłada do interesu podbijając pasek o całe 10%. A nie jest to takie hop-siup! Gospodarka gry bazuje na kilku rodzajach dóbr, które można potem wykorzystać do pozyskiwania innych, głównie kasy. Ulepszając odpowiednie struktury zyskujemy dostęp do większych planów wydobycia czy handlu, które trwają dłużej, ale i są bardziej opłacalne. Jednak aby w pełni wykorzystać taką sytuację, w pierwszej kolejności musimy zainwestować w odpowiednio mocne pojazdy i/lub wagony. Kupowanie ulepszeń kopalni wydaje się więc bardzo rozsądną taktyką - a wszystko to przepada, gdy zapas surowca skurczy się do zera. Wyjątkiem są kontrakty zamawiane w budynkach stawianych w miastach - choć to marna pociecha, bo i tak trzeba będzie czymś opłacić daną operację.

Dobra, dość narzekania - teraz trochę pozytywów. Generalnie rzecz opisana powyżej nie jest aż tak upierdliwa - chyba, że gra zażąda od nas dwóch managerów zamiast jednego... Oglądanie pociągów sunących po torach jest nad wyraz przyjemne. Wiele razy tak tylko sobie patrzyłem, co się dzieje na planszy. Teoretycznie mógłbym sobie darować, bo i tak nie miałem już czym pracować - ale tak jakoś mi to nie przeszkadzało. Poza tym co jakiś czas nasze pojazdy natrafiają na różnego rodzaju zdarzenia losowe. Możemy wtedy zdecydować, czy poświęcimy kilka jednostek danego surowca, wymieniając je na szansę zdobycia czegoś w zamian. Moim ulubionym wydarzeniem tego typu jest zagubiony bernardyn (pies) - za słownie jedną sztukę węgla dostać można aż 150 srebra (waluty). Mechanika została tu uproszczona do minimum, ale jest trochę miejsca na dowolność. Może gdyby tylko system zadań do wykonania nie zmuszał nas czasem do powstrzymania się od radosnych zakupów... Miejsce w miastach jest ograniczone, a często gra zleca nam postawienie czegoś w danym miejscu. Przyznaję, te zadania są bardzo sensowne i jak najbardziej pomagają. Chciałbym tylko móc dostawić parę fabryk i nie musieć ich potem burzyć bez powodu.

Jeśli więc nie macie zbyt wysokich wymagań, czy też nie macie za bardzo umiejętności strategicznych, dajcie grze szansę. Małym kosztem i minimalnym wysiłkiem przesiedziałem w grze jakieś dwa tygodnie - i nie żałuję. Fabuła (kto by się tym przejmował...) rozwija się dość szybko - jak też i nasze imperium. Zbieranie kasy na odblokowanie nowych terenów z początku może wydawać się wyzwaniem, ale gdzieś tak od tygodnia gry szala zacznie przechylać się na naszą stronę. Patrząc po statystykach ludzie grają w to na poważnie - może więc moje obawy nie mają pokrycia w rzeczywistości. Szczerze - nawet teraz korci mnie, żeby jeszcze popatrzeć na moje wagoniki sunące od miasta do miasta... Jest w tym jakaś magia :)


Ocena:
Spokojnie można grać do upadłego (generalnie)


W skrócie:
+ Wciąga!
+ Piękna grafika
+ Prosty i zrozumiały mechanizm rozgrywki
+ Odkrywanie nowych terenów

- System zarządców
- Wyczerpujące się kopalnie
- W miastach nie zawsze można postawić to, co by się chciało


Nie takie znów smutne

Artysta: Hananmisery
Album: Misery
Rok: 2007
Link: http://www.jamendo.com/pl/list/a4761/misery




Tęsknię za Jamendo takim, jakim je zostawiłem parę lat temu, gdy zająłem się innymi rzeczami i jakoś o nim zapomniałem. Nie można zaznaczyć szukania tylko pełnych albumów, nie można sobie tak po prostu odtworzyć albumu bez wchodzenia na jego stronę, tagi działają jak im się podoba... No i w profilach namieszali. Tak więc po spędzeniu kilku ładnych godzin na poszukiwaniach (serio, powinni rozstrzelać każdego, kto nie podał dokładnych tekstów) - na co w końcu trafiłem? Od strony muzycznej jest to mieszanka lekkiego rocka i popu, prowadząca nas przez 9 kolejnych utworów i wersję akustyczną jednego z nich. Zaczyna się niewinnie, stopniowo rozwijając się w dynamiczniejsze brzemienia. Nie mam tu na myśli piosenek imprezowych - album pozostaje stonowany od deski do... niech będzie od początku do końca. To jeden z tych "krążków" (ujmuję to w cudzysłów z racji cyfrowego charakteru nagrania), z którymi można spędzić przemiłe chwile niezależnie od tego, czy jest to ranek czy właśnie robi się ciemno. Magiczny głos wokalistki - jak sam epitet przeze mnie użyty - prowadzi słuchacza w niezapomnianą, magiczną podróż. Jedną z tych, do których zawsze chętnie będzie się wracać. Jeden minus - teksty! W Ameryce kładzie się nacisk na naukę hiszpańskiego (Noddy, Dora) - ale to widać nie działa w dwie strony. Gdy byłem tam ostatnim razem, nigdzie nie było słów, ale po ich przeczytaniu potwierdziły się moje obawy. Zdawało mi się bowiem, że to, co leciało, nie było poprawne gramatycznie i ogólnie było jakieś lewe. Co bowiem znaczy:

   "I’M READY FOR THE BAD TIMES
   I’M READY IN TO MY FORTRESS
   I’M FALLING IN MY OWN LIES"?

No nic, trudno się mówi. Do słuchania i tak słów nie potrzeba - a do tego akurat rzecz się jak najbardziej nadaje!


Ocena:
Rozpłynąłem się!


niedziela, 19 kwietnia 2015

Dziennik strażnika - dzień zero

Witajcie Podróżnicy! Miejsce to zwą Komnatą Drzwi - a ja jestem jej strażnikiem. Znaleźć tu można drzwi-portale do innych światów - gier, muzyki, książek czy filmów. W jednych można się zagubić, w innych odnaleźć. Nie ma na to reguły! Mniej więcej do tydzień-dwa (ach te studia...) pojawiać się tu będą propozycje spędzenia miłego wieczoru (samemu lub w kooperacji), choć oczywiście inne pory dnia (i nocy) są równie miło widziane. Zapraszam więc do regularnego odwiedzania tego przybytku, będę zaszczycony każdą Waszą wizytą :) Ostrzegam - moim celem nie jest silenie się na bezwzględną obiektywność. Dobór rzeczy tu przedstawionych będzie mocno subiektywny - pokażę tylko to, co mnie samego zaciekawiło. Chwilowo jest tu dość pusto, ale z czasem wybór będzie większy, zapewniam. Drzwi to portale, które potrzebują jednak chwili czasu, aby się przed Wami otworzyć - okażcie więc proszę odrobinę cierpliwości. Zapraszam Was do zapoznania się z tym, co kryje się za każdym z nich - czekają tam na Was nowe, niezapomniane przygody! Na mój honor - nie pożałujecie!

Na pytanie, jaka będzie przyszłość, odpowiem słowami dawnego mistrza: