poniedziałek, 30 maja 2016

Wakacje w tropikach

Tytuł: Tropic Storm
Testowana platforma: Facebook + Firefox
Rok wydania: 2015
Cena: darmowa





Trochę opóźniony, ale oto nowy wpis - tylko dla Was ;)

Od pewnego czasu popularnością cieszą się kolny jednej z tych gier, o których piszą wszyscy i którą każdy chce klonować na swój strój. Jak im to wychodzi to już inna sprawa, ale fakt faktem, że już dwa razy takie klony na łamach tego bloga widzieliście. Pora zatem na coś innego! I tak, znów opisuję grę ;)

Powiedzcie mi, nie doprowadzało Was do szału, że za każdym razem, gdy kogoś atakowaliście, traciliście swoje wojska? Co to ma być, kamikadze? Że jak raz wyjdą z bazy, to już nie wiedzą, jak wrócić? Jest taka wersja z jaskiniowcami - ale żeby żołnierze z przyszłości tego nie potrafili? Jakaś taka słaba ta logika. No ale nie płaczcie dłużej, bo idzie zmiana. Playkot wydał w zeszłym roku grę, w której wszystko jest inne pod tym względem. Ale - jak zwykle mawiam - po kolei.

Zacznijmy od tego, że bazę mamy taką, jaką widać - na wysepce. I archipelag takich i innych wysepek będzie naszym teatrem zmagań. Oficjalnie walczymy ze złym kartelem i jego wodzem De Muerte, ale to nie koniec. Każda z wysepek domyślnie należy do powyższej organizacji przestępczej - albo do któregoś z graczy. Oczywiście tylko my jesteśmy dobrą armią USA, każdy inny występuje w barwach wroga. Różnica polega na tym, że inny jest układ baz - ale to chyba nic odkrywczego. No i surowce (nagroda) będą inne.

Jeśli już jesteśmy przy surowcach. Są cztery - złoto, drewno, stal i ropa. Sęk w tym, że poza kasą możemy postawić u siebie tylko jeden budynek produkcyjny każdego rodzaju. Trochę to nas spowalnia, ale jest cichą sugestią do przeprowadzenia podboju. Zwłaszcza, że wyspy "neutralne" co jakiś czas wracają w ręce kartelu, a to oznacza nowe rzeczy do zgarnięcia. Trzeba tylko ulepszać radar, bo dzięki niemu rozszerzamy swoje pole widzenia. A jeśli któryś z graczy wydaje się nam zbyt obunkrowany - to raz na dzień można go wymienić. Jakie to proste :D

Nasza baza może i z czasem jakoś zacznie wyglądać, ale osią programu są żołnierze. Parę słów o nich. Generalnie mamy do dyspozycji kilka rodzajów piechoty, ale z czasem dostaniemy też czołgi. A żeby nie było za łatwo, dalej w grę trzeba będzie też umiejętnie skorzystać z "czarów" dostępnych z pokładu niszczyciela. Oprócz flary (wskazuje, co atakować), będzie też ostrzał artyleryjski (kilka rodzajów, w tym zamrożenie) i leczenie obszarowe. Zaręczam, że bez tego po prostu się nie uda. Ciekawe jest również, że gdy zmieniamy zespół na barce (z nich zrzucamy wojska na wyspy), wraca do nas kasa, którą wcześniej wydaliśmy. Dobre!

Mimo iż gra ma już swój wiek, nadal jest rozwijana. I mam przez to na uwadze, że choćby dziś całkowicie zmieniono parę grafik i statystyk. Także ktoś nad tym kramem czuwa. Jeśli zmęczyła Was mechanika poprzednich Waszych strategii, spróbujcie tego. Może nie ma tu dynamiki charakterystycznej dla RTSów, ale coś udało się uszczknąć. No i nie będziecie musieli czekać nie wiadomo ile, żeby zaatakować jeszcze raz - względnie zastanawiać się, czy opłaca się wysłać całe Wasze wojsko. Tu wszystko się opłaca - pod warunkiem, że macie czym strzelać. Zagrajcie, będzie warto :)


Ocena:
Odłamkowy ładuj!


W skrócie:
+ Po ataku nie traci się wojsk
+ Przyjemna oprawa
+ Większa swoboda podczas walki
+ Cały czas ulepszana

- Tylko jeden budynek produkcyjny na raz

sobota, 21 maja 2016

Nikt się nie spodziewał brata Bernarda

Autor: Catherine Jinks
Tytuł: Inkwizytor
Tytuł oryginalny: The Inquisitor
Rok wydania: 2004




Wszyscy chyba znają - choćby z filmu - Imię Róży. To bodaj najpopularniejsza książka o tematyce kościelnej z intrygą w tle. Choć nie. Ostatnio mógł ją zdeklasować Dan Brown. No ale nie mnie to oceniać. W każdym razie ja jeszcze wspomnianego dzieła nie czytałem, więc wybaczcie brak porównań :)

"Inkwiztor" opowiada o losach biura śledczego Świętego Oficjum gdzieś na prowincji we Francji. Daleko tam wszędzie, a że to wiek XIV, to wiecie. Prowadzi je świętobliwy brat Augustyn - mnich stary i schorowany, ale jakoś się trzyma. Pomaga mu (oprócz gromady pomniejszych postaci) brat Bernard. Szybko okaże się, że ten ostatni stanie się numerem jeden w powieści, bo tego pierwszego... No, dość powiedzieć, że zabraknie. Jakby tego było mało, góra podrzuca mu nowego przełożonego, a ci dwaj jakby się nie lubią...

Wydawnictwo, o którym nie słyszałem, autorka też mi nieznana, okładka jakaś tania - to myślę sobie, że za dobre to nie będzie. Choć nie, inaczej bym nie wziął. Powiedzmy, że nie miałem nadziei na hiciora, ale zapowiadało się całkiem niezłe. W końcu jak się pisze o takim temacie, to trudno zbłądzić i dać światu gniot. Przede wszystkim trzeba wykazać się wiedzą, bo rzucanie cytatami na oślep nikomu się nie przysłuży. Nie jestem co prawda teologiem, ale na oko wyszło przyzwoicie. Nie będę też wnikał, czy książki i tezy potępiane w powieści faktycznie były potępiane. To co ja zrobię? Powiem, że wykreowany przez autorkę świat zasłużył na moje zaufanie. Wszystko brzmi bardzo naturalnie i przekonująco.

Ale jest mały problem. Ano czasy były takie, że jak się do książki dorwą feministki, to suchej nitki nie zostawią. Cojraz się mówi, że kobieta to słabsza, głupsza i w ogóle niezaradna. Albo cała ta retoryka o mniszym życiu, o który różne plotki też się przecież słyszało. Czytając powieść trzeba się więc nieco wstrzymać z oceną światopoglądową. Ja jako facet wierzący odbierałem ją właśnie w ten sposób, z dystansem. Ale znam osoby, które do tego by zdolne nie były, więc ostrzegam. Wzajemne obrzucanie się pomówieniami o herezję nie wygląda zbyt poważnie, ale znów - jak się poskłada różne elementy, to całkiem można o tym zapomnieć. Potrzeba tylko troszkę zmrużyć oko. Ale byle nie oba, bo jakoś trzeba czytać :P

Mimo powyższych uwag stwierdzić muszę, że jest to jedna z lepszych książek, po jakie sięgnąłem ostatnimi czasy. Dlaczego? Oceny w necie są raczej średnie, racja. Ale nie w tym rzecz - akcja budowana jest z rozmysłem i zawsze jest miejsce na jakieś wydarzenia. Na coś nowego, co przykuje uwagę czytelnika. Nawet jeśli bardzo wcześnie poznajemy zarzuty wobec pewnych osób, to jeszcze nie oznacza, że spraw jest zamknięta. Trochę nie po kolei, ale potem następuje jeszcze próba udowodnienia swoich poglądów. Samych wątków jest bardzo wiele i to wszystko spada na głowę biednego braciszka - a ten radzi sobie z nimi z należytą inteligencją. Dlatego :)

Trupy, czary, herezje, kłamstwa. Dużo tego jak na małą wioskę. Nie wszystko jest, jak to kiedyś określiła moja koleżanka, "straight" (to znaczy: zmierzające do jednego, oczywistego celu), ale to akurat dobrze. Upadek ma swoje oblicza, a tych pokazano wiele. I choć wiemy, kto jest czarny a kto biały, jakoś tak trudno mi o jednoznaczną ocenę. Może to przez wątek wiecie-jaki, może przez pewną naiwność, że coś takiego by przeszło w realu. Może. Koniec końców jednak powieść to powieść, a ta jest co najmniej dobra. Jak kiedyś wyszukacie w swojej miejscowej bibliotece, możecie dać jej szansę. Nie zaszkodzi ;)


Ocena:
Brat Bernard na ratunek!

niedziela, 15 maja 2016

Weźcie chusteczki

Filmy ma YouTube nie dzielą się na filmy śmieszne, 18+ i nudne, czego mam zamiar dowieść. Czy mi się uda, czy nie - chyba oczywiste :P W ramach bonusu (czytaj: dla odmiany ;) ) wrzucam ile wlezie. 


1) Worlds Apart - Michael Zachary Huber (2011)


Nie od dziś wiadomo, że zabawki mają serca, dusze i pamięć. Nie trzeba na to trzech odsłon Toy Story - to wie każdy, kto nie opuścił Nibylandii i nadal słyszy dźwięk dzwoneczka od sań świętego Mikołaja. Kto się nie wzruszy, ten trąba.


2) Sintel - The Durian Open Movie Project (2010)


Jeśli narzekacie, że w telewizorni nie puszczają niczego ciekawego, zapraszam na YouTube. Można tam spotkać wiele ciekawych produkcji - na przykład tę. Jeśli cenicie sobie przyjaźń i miłość, to właśnie jest film dla Was. Bez wątpienia uczy pokory i stara się ukazać nieco inną stronę sprawy niż zwykło się to robić. Dobra, trochę walki jest - ale tylko trochę! To nawet w Curse of Enchantia (taka gra) się zdarzyło...


3) Descendants - Heiko van der Scherm z zespołem (2011)


Romantyzm ma ciężką przeprawę z bardziej przyziemnymi poglądami, zawsze. Piękno, miłość, poświęcenie - a może to tylko mrzonka, naiwność i głupota? Ile się o nich dzisiaj mówi? "Descendants" podejmuje rękawicę i rozprawia się z tego typu dylematami. 14,5 minuty to może być dużo jak na krótki metraż, ale każda chwila jest jak najbardziej na miejscu.


4) Adumu - Alan Temple (2009)


Chwila wytchnienia od ciężkich tematów. Jak się okazuje, nie trzeba ukończyć Shaolin, aby móc kopać tyłki samym tylko pozowaniem na tle słońca. I ten lew szybszy od błysk... znaczy się pocisków z karabinu. Co oni w tej Afryce?


5) Destiny - Fabien Weibel (2012)


Pozostajemy w klimatach lżejszych opowieści. Co byście zrobili, gdyby okazało się, że coś się wydarzyło, a Wy utknęliście w jakiejś przeklętej pętli czasu i wszystko się powtarza? Intrygujące.


6) Invention of Love - Andrey Shushkov (2010)


Wyobraźcie sobie świat, w którym jest wszystko, ale w którym nie ma życia. Jak długo takie coś mogłoby przetrwać? Film jest piękny i ma przesłanie. To, co tygryski lubią najbardziej (tzn. zaraz po krwawej jatce). Niektórzy to się nigdy nie nauczą...


7) Wolfsong - Toniko Pantoja (2013)


Nie będę płakać, nie będę płakać...


8) Entropy - Rhubarb Zoo (2008)


Tu się trochę pogubiłem. Z tego co wiem, to Entropia jest chaosem, rozkładem i końcem znanej nam rzeczywistości. Co więc taki tytuł robi w tej uroczej opowieści? No dobra, nawet jeśli uznamy ją za "przypadkowość", to i tak nijak mi do tego nie pasuje... Ale ładna muzyka przewija się przez filmik :)


9) Azureus Rising - Black Sun Entertainment (2010)


O, to jest dobre! I można pokazać młodszemu bratu. Film akcji. Innych danych jakoś nie potrzeba :P


10) Zero - Zealous Creative (2011)


Zaczyna się poważnie - ten lektor, ta muzyka... I takie pozostaje. Jak na tak krótką formę bardzo głębokie. Jest to historia o świecie, w którym każdy rodzi się z numerem określającym jego "przynależność kastową". I jest to historia o kimś, kto urodził się (jak podpowiada tytuł) z zerem. Bardzo ciekawe zakończenie!


11) Legacy - Grzegorz Jonkajtys (2013)


Filmów o tym, co się stanie, jak nas już nie będzie, jest niewątpliwie bardzo wiele. Co gorsza, zdecydowana większość (jak nie wszystkie) są całkowicie ze sobą zgodne. Ten też się do nich zalicza.


12) Street Fighter Does A Thing - CrikeyDave (2013)


Krótki przerywnik! Harlem Shake w wykonaniu postaci ze Street Fightera. Con los terroristas! Wiecie, kiedyś to była rzecz...


13) Ruin - MrMundo3d (2012)


Kolejna bardzo intrygująca propozycja. Te mniej destrukcyjne wizje świata przyszłości zawierają przytłaczające ilości zieleni obrastającej rozsypujący się beton. W takiej też scenerii anonimowy bohater stara się znaleźć jakieś informacje - szybko okazuje się jednak, że nie jest sam... Bardzo dobrze zrealizowane, muszę przyznać.


14) Bottle - Kirsten Lepore (2010)


Przedostatni film na dzisiaj. Wydaje się bardzo miły i przyjemny. Nic bardziej mylnego! Film filmem, ale czasem to twórcy nie mają serca.


15) Alight - Jason Keyser (2011)


"Cause I am your lady
and you are my man..."

sobota, 7 maja 2016

Mali następcy

Autor: Edward M. Lerner
Tytuł: Następcy
Tytuł oryginalny: Small Miracles
Rok wydania: 2010




Szczerze? Zrobiłem sobie przerwę w opisywaniu gier. Może następnym razem podeślę Wam coś innego, tak dla odmiany. Może (tak sobie wmawiam). Kończy się semestr, wiecie jak to jest... Nie? Tym lepiej dla Was ;)

Tym razem pominę milczeniem zamianę oryginalnego tytułu na coś takiego. Czyżby ktoś pomyślał, że tak lepiej się sprzeda? A, miałem nic nie mówić...

Znacie Terminatora? Idea buntu maszyn w swoim wykorzystaniu konkurować może z Matriksem i równie znaną wizją świata, gdzie ludzie są tylko narzędziem istot "wyższych", a przecież stworzonych przez człowieka. Tu jednak - wbrew temu, co sugerować może okładka - nie mamy do czynienia z robotami człekokształtnymi, ale czymś na kształt cyborga, jeśli mogę się tak wyrazić. Chodzi o nic innego jak o boty - nanoboty. Takie małe cosie, które za sprawą prototypu stroju ochronnego dla wojska dostają się do organizmu jednego z pracowników firmy, która go wyprodukowała. A dalej to już pójdzie.

Okładka w jednym się zgadzała - zaczyna się od wybuchu. Tyle że do kolejnego "wybuchu" poczekać musiałem dobre pół książki, a nawet więcej. Tak naprawdę to liczyło się dla mnie tylko ostatnie 50-100 stron, kiedy to akacja tak mozolnie do tej pory zakręcana zaczęła kiełkować. Wielkim plusem konstrukcji powieści jest pokazywanie wydarzeń z perspektywy różnych osób je obserwujących. Początkowo daje to nam pewien sygnał, że coś się dzieje - a później pozwala na bardzo sprawnie przeprowadzone śledzenie różnych toków myślowych. Jest to tym cenniejsze, że nie wszystko, co dzieje się na kartach książki jest dostępne innym postaciom. A już zwłaszcza konstrukcja wypowiedzi ja/my lała miód na moje receptory.

Czytając "Następców" nie można uniknąć wątków medycznych. Tak też zresztą jest reklamowana ta powieść. Fani zmagań lekarzy czy biobandytów będą jednak zawiedzeni - wątek ten jest ważny, ale w ogólnym rozrachunku dość śladowy. Więcej tu nacisku na część informatyczną i informacyjną (tak, to coś innego). Ale jest, bez obaw.

Minusy? Jak na moje męskie oko za mało się bili. No ale tak to jest, jak się za postać wiodąca obiera kobietę. Nie żeby mi to przeszkadzało - ale przyznać muszę, że pewien potencjał został zastąpiony swoją grzeczną wersją. Choć z drugiej strony ile można czytać o macho zakutym w superpancerz? Przyznaję, było to coś oryginalnego. Czy o to chodziło? Mam nadzieję. W tym dobrym znaczeniu - nie chcę sugerować, żeby autor leciał na kasę.

Biorąc tę książkę do ręki miałem duże oczekiwania. Pierwsze wrażenie było takie, że jednak się one nie spełnią. Potem na szczęście - jak już wspomniałem - rzecz wraca do normy. Dajcie jej szansę - i naprawdę doczytajcie do końca. Lojalnie uprzedzam i zachęcam ;)


Ocena:
Ja sem elektronicky mardulec! (musiałem ;P )