niedziela, 18 października 2015

Rolowanie

Wybaczcie moją nieaktywność, studia :(

Tytuł: Rolling Idols
Testowana platforma: Windows XP
Rok wydania: 2013
Cena: darmowa





Któż nie słyszał o grach "Match 3"? Swoją prostotą i popularnością przebiły znane niegdyś Mahjongi... jeśli ktoś je jeszcze pamięta. Tak czy inaczej koncept ten pobił resztę na głowę. Wariacji jest kilka - są "klikane" i "przesuwane" - to jest ta druga rodzina.

Fabuła nie jest jakoś specjalnie oryginalna czy ambitna. Otóż był sobie krąg bożków utrzymujących równowagę w przyrodzie. No i pewnego dnia przyszedł zły Nibiru, pożarł kilku z nich i sobie... Nie, nie poszedł. Siedzi sobie tam, gdzie stał i czeka, aż się go pokona. Jak to zrobić? Rozwiązując kolejne zagadki, przez co rozumiem usuwanie trójek (lub wyżej) elementów tego samego koloru aż do momentu zapełnienia się paska z boku ekranu, dostajemy nagrody w postaci gwiazdek - plus oczywiście punkty. Te ostatnie są jedynie na pokaz, ale gwizdki mają trzy zastosowania. Służą jednocześnie za walutę do kupowania usprawnień, uprzątania gruzu zwalającego świątynię oraz odbudowywania widocznych na obrazku piramid, których ukończenie oznacza uwolnienie nowego bożka. Jak to zwykle bywa, początkowe plansze można ukończyć w parę ruchów, lecz szybko pojawią się różne mniej lub bardziej fajne przeszkody. Wszystko już gdzieś było, więc nie będę się rozpisywał. Haczyk polega na tym, że nie gra nie liczy nam czasu, ale liczbę posunięć. Zmieszczenie się w złotym limicie daje nam maksymalną liczbę gwiazdek, a im dalej, tym ich mniej. Oczywiście celować należy w złoty rezultat, lecz nie zawsze to się uda za pierwszym podejściem - na pomoc śpieszy system kupowania tur. Ponownie nie jest to nic skomplikowanego. Za oszałamiającą sumę 9 gwiazdek można dodać sobie 3 tury. Warto pilnować licznika, bo gdy sięgnie zera, nie będzie się już go dało uzupełnić.

Jak już wspomniałem, na starcie dysponujemy tylko dwoma bożkami, a przez to gra jest ultra-prosta. Nasze postępy odblokują kolejne kolory, co oczywiście komplikuje rozgrywkę, ale ma też swoje plusy. Gdy sprzątniemy kupkę gruzu oznaczoną daną liczbą, możliwe będzie zakupienie bonusów uaktywnianych przez bożki wyższego poziomu (tj. powstałych przy układaniu linii). Są wybuchy, pioruny, zamiany miejsc oraz "zwykłe" przeturlanie całej linii. Gra się więc bardzo przyjemnie. Problemy tylko w tym, że gdy pośpieszymy się ze sprzątaniem względem ratowania nowych bożków, gra troszkę się gubi. Chodzi o to, że system nie pamięta numerów już sprzątniętych, gdy nie mamy przypisanego mu bożka. Na szczęście naprawy pojawiają się grupowo, więc niezaliczone numery pojawią się następnym razem. Fakt faktem, że trzeba za nie zapłacić drugi raz.

Ostatecznie za usunięcie z planszy ulepszonych bożków dostaje się więcej punktów, nie wspominając już o premiach za wykorzystanie ich zdolności (np. dłuższy ogon smoka da więcej niż tylko zrobienie trójki). Z upływem czasu za wykonanie zadań dostajemy coraz więcej gwiazdek, więc odblokowanie wszystkiego jest tylko kwestią czasu. Grę ukończyć można i bez tego, więc podbijanie statystyk poza konkursem pozostaje tym, którzy chcieliby jeszcze przez chwilę się pobawić. Z racji zastosowanego systemu, "Rolling Idols" mogę polecić każdemu, zarówno początkującym, jak i tym badzie zaawansowanym, młodszym i starszym. Nie ma tu absolutnie żadnych kar za opieszałość czy małą skuteczność - gra się do oporu. Powinno wystarczyć na parę wieczorów, a że za darmo, to wiecie ;)


Ocena:
Turlająco idealna


W skrócie:
+ Ładna oprawa
+ Brak limitu czasowego
+ Efektywne i efektowne bonusy
+ Odblokowywanie rzeczy zależne od naszych umiejętności
+ Można grać nawet po ukończeniu celu gry

- Gubiące się numery

niedziela, 4 października 2015

Tam i bez powrotu

Artysta: Lilly Wolf
Album: Deleted Scenes
Rok: 2015




Dawno temu sądziłem, że nie istnieje coś takiego jak "darmowa muzyka". Chwila poszukiwań - na moje szczęście - skorygowała ten pogląd. Tak więc jest i to całkiem dobra. Co więcej, im dłużej się człowiek w to zgłębia, tym lepsze rzeczy znajduje.

Mam mały problem z opisaniem tego, co czuję podczas słuchania tego albumu. Działa na mnie z dwóch płaszczyzn - świadomej i podświadomej. Wiem, że ta muzyka jest świetna. Cieszę się za każdym razem, gdy odpalam go w odtwarzaczu. Kobiecy głos, śpiew pozbawiony wad, czysty... Ale jednocześnie trochę odległy, podchodzący mnie z każdej strony i przepełniający moją osobę. Zupełnie jakbym rozpuścił się w dźwiękach i trwał w połowicznym zawieszeniu. Utwory trwają długo, bo około 4-5 minut i sprawia to, że niezmiennie gubię poczucie czasu. Niby to doszło tylko do drugiego czy trzeciego utworu, ale ja już zapomniałem, że czegoś słucham - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. I gdy potem patrzę na status, dostaję małego szoku. Że jak, jestem dopiero tutaj? Sądziłem, że minęła już wieczność, ale jak się okazało wróciłem z Nieba i nadal siedzę przed komputerem.

Muzyka przypomina mi trochę dawne czasy. Są tu takie charakterystyczne melodie - kto je zna, na pewno rozpozna. Sam podkład dźwiękowy jest bardzo delikatny. Nie tak "nieobecny" jak ambient, ale i nie tak "obecny" jak w muzyce pop. Plasuje się gdzieś pomiędzy, idealnie synchronizując się z opisanym już wyżej wokalem. Jestem bardzo wielkim fanem takich rozwiązań. Dźwięki są długie, a bit rozproszony. Definitywnie coś, czego chcę słuchać - ale i Was do tego zachęcam!


Ocena:
Nie usuwać!

sobota, 3 października 2015

Krówki robią „muu”

Tytuł: MU Online
Testowana platforma: Windows XP
Rok wydania: 2001
Cena: darmowa (mikrotransakcje)





MMO w kategorii RPG dzielą się na dwa typy. Pierwszy to widok zza pleców bohatera, drugi to widok z góry w rzucie izometrycznym. Jeśli pamiętacie Diablo, to od razu mówię, będziecie jak w domu. Na ustawieniu kamer jednak się nie kończy, zapewniam. Wspominałem już kiedyś o rewolucji, jaka zaszła na rynku – o tym, że zaprzestano zmuszać graczy do monotonnego bicia poziomów od czasu do czasu przerywanego jakimś nieistotnym questem. Po paru próbach miałem już ogłaszać nową erę, ale okazało się koniec końców, że stare nie przeminęło. To, co dzieje się z grami, to nic innego jak proces adaptacji.

Grając w Mapla nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jestem prowadzony za rękę po maksymalnie prostej linii. Fakt ten niemiłosiernie mnie uwierał. Pokładałem ufność w starociu, ale jak się okazało, nie tym co potrzeba. Wydany w 2001 MU Online, słynna „wieczna beta” - to był właściwy cel moich poszukiwań.

Po pierwszym uruchomieniu zadałem sobie jedno zasadnicze pytanie. Jak się tu zmienia powiększenie ekranu gry? Niestety, ale albo jestem ślepy, albo się nie da. Jestem z tych, co lubią wiedzieć, gdzie się pakują, a tu mi się delikatni sugeruje, żebym się przyzwyczaił, bo tak jest i już. Co gorsza, tego typu problem nie jest odosobniony. Już przy tworzeniu postaci twórcy powiedzieli mi, że mogę zapomnieć o personalizowaniu swojego bohatera. Nie i już. Albo wybieram to, co jest, albo mogę iść pograć w coś innego. Dobra, niech już będzie. A jak sprawa się ma z wyborem klas? Na start trzy, potem odblokuje się resztę. A przez „potem” mam na myśli A) wykupienie jej lub B) dobicie do 250 poziomu. Super po prostu... Pozostaje tylko wojownik, mag i łucznik. Całe szczęście, że na wyższych poziomach da się przeprowadzić ulepszenie wybranej profesji, bo byłoby blado. Taki mały myk, że odblokowane postacie dostają 7, a nie 5 punktów do rozdysponowania, miesza na tyle mocno, że chcąc być na topie trzeba pomyśleć o zmianie.

Słowo o mechanice rozgrywki. MMO zdążyły mi wpoić system many i/lub czasu do odczekania po każdorazowym wykorzystaniu jakiegoś czaru czy umiejętności. Z zainteresowaniem przyjąłem więc do wiadomości, że w MU jest co prawda mana, ale nie ma żadnego licznika – tylko ukryty wskaźnik czasu pomiędzy kolejnymi ciosami. Chodzi mi o to, że wybierając czar będziemy nim miotać aż skończy się zapas energii magicznej lub też nasz przeciwnik zginie. I tu mały problem się rodzi, bo gra ma problem z wykryciem zgonu i bardzo często w chwili śmieci stwora wykonuje się jeszcze jeden cios. Jednocześnie gra próbuje pokazać, że się o nas troszczy. Gdy mana zejdzie do zera, z automatu łykniemy niebieską miksturkę. Pal licho gdy mamy maga – ale wojownik ma tak mały jej zapas, że każda chybiona operacja stawia nas w trudnej sytuacji. Lekarstwem na to jest wyłączenie automatycznego ataku, ale w tedy to już wszystko trzeba będzie robić samemu i bardzo uważać, żeby nie spowodowało to dodatkowych komplikacji. Już nie mówię nawet o PvP, bo to może być samobójstwo.

A jak jesteśmy już przy walkach pomiędzy graczami... Logując się do gry oczywiście wybieramy serwer, tutaj także i kanał. Połowa z nich to enklawy graczy premium, a połowa otwarta jest dla każdego. Z tego po połowie ma opcję PvP, a połowa nie. Osobiście nie jestem fanem tego typu walk, gdy mam niski poziom, grałem więc na tych „pokojowych”. Artykuł na Nonsensopedii wyraźnie zaznacza, że PK-rzy lubią lokować się przy wyjściach z miasta, co mnie w sumie nie dziwi. Jak to już wiele razy mówiłem – co kto lubi.

Ponarzekałem, pora na chwalenie. Już wyżej zaznaczyłem, bezlitosne grindowanie przeminęło, ale samo „lewelowanie” pozostało w nowej, ulepszonej formie. Sprawa jest prosta: w każdym mieście przy każdej bramie stoi sobie strażnik i rozdaje zadania. Te poza samouczkiem polegają wyłącznie na tym, że należy udać się w okolicę X, znaleźć potwory Y i ubić ich w ilości Z. Po wykonaniu zlecenia wracamy do dowolnego takiego strażnika, meldujemy posłusznie wykonanie zadania i jeśli nie osiągnęliśmy po drodze za wysokiego poziomu, otrzymujemy... dokładnie tego samego questa. Tak, każde takie zlecenie ma przypisany zakres poziomów. Jeśli mieścimy się w widełkach, dostaniemy ten sam list gończy – a potem zmienia się typ potwora i jego ilość. Proste, prawda? A czemu jest to dla mnie plus? Ano z bardzo prozaicznego powodu. Gra daje nam całkowitą swobodę wobec tego, jak chcemy grać, a przez to bić poziomy. Chcesz szybkich awansów? Bierz zadania. Chcesz się wzbogacić? Olej NPCów i bij jakie tylko chcesz potwory. Grasz dla zabawy? Poszukaj drużyny i zróbcie rajd na lochy. Znudziło Cię zabijanie mobów? Bierz udział w eventach. Tyle i tylko tyle. Proste i genialne, nie inaczej.

Nie jest trudno zauważyć, że przez te kilka lat istnienia dużo się zmieniło (wpiszcie w Google Obrazy tytuł gry). Wikipedia podaje jeszcze wymagania sprzętowe na poziomie Pentium II 700MHz i 512MB RAM. Teraz co prawda wymaga się P4 z 2+ Ghz, ale co tam. Powiem więcej – już pierwsza lokacja w większej części pokryta jest trawą. I to taką wystającą, a nie teksturką. Wiele gier miało opcję redukcji ilości zielska, bo mogło się to odbić na ilości klatek. A tu nic. Żyje i ma się dobrze. I żyć będzie jeszcze długo, zapewniam Was. Ta gra jest nie do zdarcia!


PS:
Na stronie pobierania są dwie opcje – automatyczny pobierak lub linki do stron z całym plikiem. Mnie nie udało się uruchomić tego pierwszego, więc ostrzegam. Pliki może i są stare, ale ładnie się wszystko połata.

PS2:
Jeśli gra nie będzie się chciała uruchomić, należy przejść do folderu instalacji i tam znaleźć plik „main.exe”. Skrót prowadzi do nieaktualnego launchera, stąd problem.


Ocena:
Muuuusisz spróbować!


W skrócie:
+ Nadal wielu aktywnych graczy
+ Pełna swoboda stylu gry
+ Wspaniała muzyka
+ Dobry system umiejętności/ czarów

- Brak przydatnych opcji (kamera!)
- Odblokowywanie postaci
- Problemy z autopilotem