niedziela, 20 marca 2016

Mrówcza wojna

Tytuł: Ants
Testowana platforma: Windows XP i 8.1
Rok wydania: 2000
Cena: darmowa
Link: http://www.victorygames.pl/Ants (Ze strony głównej pobiera się tylko paczkę z wieloma innymi rzeczami - tu jest sama gra. Klikajcie w przycisk z logiem Windows i wagą pliku!)





No dobra, dzień drugi bez Facebooka. Jakoś przeżyjemy. Z czym zatem do ludzi? Ano z karcianką. Prostą bo prostą, ale karcianką - i to pamiętającą czasy Might & Magic ze słynnym Arcomage. Zaciekawieni? Nie wiecie co to Arcomage? Zapraszam :)

Zacznijmy od podstaw. Seria Might & Magic jak wiecie bądź nie, zaczynała jako seria gier RPG. Dziś mamy tego trochę więcej, ale co tam. Korzenie były właśnie takie. A wspomniana już Arcomage to żywcem wyjęta z tychże gier minigra rozgrywana w karczmach. Można sobie było wejść i pograć - tak po prostu. A że i questa się zrobi przy okazji, to już inna para kaloszy.

Sama gra polega na tym, że mamy sobie proszę oto zamek - a obok niego proszę Was mur. Kto wklepie w ziemię zamek przeciwnika lub wywyższy swój pod niebiosa, wygrywa. Cele ten osiągniemy rozsądnie wydając nasze surowce, jedne z trzech. Co turę dostajemy ich określoną ilość, a potem tylko wybieramy jedną z losowych kart, które gra odda nam do dyspozycji. Te dzielą się zasadniczo na konstrukcje zwiększające nasze szanse przeżycia, zadające obrażenia przeciwnikowi, albo wzmacniające nasze zapasy, względnie usuwające parę sztuk z magazynów wroga. Wszystko to w atmosferze... lasu. Tak, gramy w lesie. W końcu to wojna pomiędzy mrówkami, co nie?

Gra przynajmniej w teorii jest losowa. To znaczy tak, jest losowa w całości - ale zbyt często miałem wrażenie (nie byłem w tym odosobniony), że wróg po prostu i ordynarnie oszukuje. Chodzi ni mniej ni więcej jak o karty, które zagrywa w swojej turze. Jak to się dzieje, że ma tyle dobrych zagrań, takich jakby idealnych na daną okazję? Trochę to podejrzane - aczkolwiek po rozegraniu kilkunastu pojedynków może to wrażenie osłabnąć. Ostrzegam jednak - coś na rzeczy być może.

Zarówno graficznie jak i muzycznie (znaczy się, dźwiękowo), gra stoi dość przeciętnie. Szału nie ma, ale to w całkowitości swojej wystarczy. I tak nieźle się rzecz trzyma jak na swoje lata.

Nie spodziewam się, że będziecie z nią zarywać noce, choć jest taka opcja. Pograjcie sobie jednak - choćby tak od niechcenia. Bardzo możliwe, że zauroczy Was swoim czarem, a potem zostanie na Waszym dysku już na zawsze. Naprawdę, bardzo możliwe ;) A, jeszcze coś. Można grać we dwóch!


Ocena:
Ataaaaak!


W skrócie:
+ Można grać do oporu
+ Proste zasady
+ Nie trzeba układać talii
+ Tryb dla dwóch graczy
+ Za taką wagę pliku? Serio?

- Troszkę słabo wizualnie
- Brawa dla tych, którzy nie zrageqiutują w pewnym momencie

sobota, 12 marca 2016

Miasto zachodzącego słońca

Tytuł: Sunset Over Imdahl
Testowana platforma: Windows XP i 10
Rok wydania: 2005
Cena: darmowa





Na chwilę robię przerwę od Facebooka. Nie, nie od samej strony - od gier, które Wam przedstawiam, a które tam się znajdują. Dziś zatem przedstawiam przygodówkę. Co prawda robiona w RPG Makerze, ale co tam. Przygodówka to przygodówka, zawsze warto się nad czymś takim zatrzymać.

Imdahl to miasto warowne, będące obecnie pod oblężeniem. Przynajmniej w trakcie intra, bo sama gra toczy się w innym czasie. Lohn to jedyny ocalały z zarazy, która pozwoliła zająć Imdahl bez straty choćby jednego żołnierza. Błądząc po zimowym krajobrazie upadłego miasta Lohn spotka kogoś, kto okazuje się mieć plan, jak to wszystko odkręcić. Wystarczy tylko cofnąć się w czasie (gość ten oczywiście powie, jak) i zdusić zarazę w zarodku. Będzie proste? To się okaże.

Tyle fabuły. Lohnem sterujemy za pomocą klawiatury, co jest i dobre i złe. Dobre, bo pozwala to na znaczne uproszczenie systemu, złe bo system ten zakłada również wstawki zręcznościowe. Wstawki te dzielą się na takie, które załatwiamy od razu i na takie, do których trzeba przysiąść jeszcze raz. Koniec końców wszystko na pewno uda się pokonać, więc przymykam na sprawę oko. Zwłaszcza że dzięki nim całość nabiera kolorów, a to rzecz pożądana.

Świat gry nie będzie wielki. Raptem parę lokacji, które odwiedzamy w jednej z czterech pór roku. Krążenie po nich nie zajmie nam wiele z życia, bo grę ukończyć można w jeden, góra dwa wieczory (jeśli zaczniecie późno). Trochę szkoda, bo można naprawdę się wkręcić w podróż młodego Lohna. Sęk w tym właśnie, że atmosfera gry jest pieruńsko wciągająca. Smaczku dodaje grafika i muzyka - piękne obrazy i utwory Vivaldiego (zgadnijcie które).

Jeśli oceniać wszystko razem, będzie dobrze, to mogę zagwarantować. Nie namęczymy się, bo zagadki są proste, a dialogi oczywiste, ale i tak zachęcam wszystkich do spróbowania. Niecałe 8 MB, a zabawy na najbliższe parę godzin. Warto, podkreślam jeszcze raz.


Ocena:
"Sunrise, sunset
Swiftly flow by the day..."
-- "Sunsrise, Sunset", "Skrzypek na dachu"


W skrócie:
+ Oprawa
+ Ciekawe przerywniki
+ Można włączyć podpowiedzi

- Króciutka

sobota, 5 marca 2016

Wieści z frontu

Tytuł: Battlefront Heores
Testowana platforma: Facebook
Rok wydania: 2014
Cena: darmowa






Ostatnim razem obiecałem, że bliżej przyjrzę się grom pokroju "Clash of Clans". Jak się okazało, produkcja Game Insight nadal odmawia współpracy z moim komputerem - i pewnie już tak zostanie. Tak więc znalzłem sobie coś innego. I wiecie co? Nie żałuję.

Zacznijmy od tego, co chyba wszyscy już wiedzą. Budujemy swoją bazę, zbieramy surowce, powołujemy armię, atakujemy wroga - i tak w kółko, aż do maksymalnych poziomów przewidzianych przez twórców gry. Pytanie brzmi zatem - co różni dzisiejszą grę od innych im podobnych?

Przede wszystkim zaznaczyć trzeba, że inne są realia, w których owa gra się toczy. Nie jest to już fantasy, ale bliższe nam czasy zmieszane trochę ze sci-fi. Podstawowe jednostki nie są już wojownikami walczącymi wręcz, ale zaprawionymi w boju piechurami regularnego wojska w dzisiejszym rozumieniu. Ich bronią jest zatem nic innego jak karabin maszynowy. Nie zabraknie jednak wojsk preferujących zwarcie - drudzy na liście są goście z miotaczami ognia, a dalej będą też złodzieje i broń ostateczna zwykłego typu - mech bojowy. Tu ciekawa sprawa się zrodziła. Jak wspomniałem, w większości gier tego typu zaczyna się od mieczy czy pałek, a tu od razu oddaje się nam broń dystansową. Nie przeszkadza to jednak wielu graczom budować mury na klasyczną modłę, czyli ścisło przy budynkach, co nijak nie przekłada się na wartość defensywną. W FPSach mówi się na to Free Frag - tu są to po prostu darmowe surowce.

Dalej jest już bardziej standardowo. Zamiast magii mamy zrzuty z nieba, a trzy surowce to kryształy, jedzenie i ropa, z czego te pierwsze posłużą do większości operacji, a ropa jako waluta do kupowania jednostek "premium". Ciekawe jest też zbieranie nagród po pokonaniu wroga - każda gwiazdka (z trzech) to jeden przedmiot do kolekcji. Zebranie całej kolekcji daje nam możliwość ulepszenia konkretnego typu budowli - zwiększenie ataku wieżyczek czy pojemności magazynów. Dzięki temu każdy atak staje się jakoś przydatny - nie trzeba ograniczać się do baz opłacalnych pod kątem surowców, jakie zgarniemy. Poza tym za każdy login dostajemy jakiś prezent. Nie jest to tak inwazyjne jak w przypadku VarWars - nagrody bowiem utrzymują się tylko przez jeden dzień, a potem znikają z naszego arsenału. I mówiąc szczerze to mi się bardziej podoba.

Grę wykonano w technologii flash, co jest i plusem, i minusem. Grafika jest ładna, chyba że mówimy o maksymalnym przybliżeniu. No i jednostki naziemne swobodnie przemieszczają się po całej planszy jakby nic tak nigdy nie stało - czy to będzie mur czy baza główna. Każdy model jest tylko spritem i gdzieś tam kończy mu się warstwa, na której się znajduje. Generalnie zaś nie ma na co narzekać. Muzyka klimatem pasuje do tematyki, czego bym się raczej spodziewał.

Czy moja dzisiejsza propozycja warta jest spędzonego nad nią czasu? Jak najbardziej. Zamysł jest co prawda ten sam, podobnie wykonanie, ale mimo wszystko jest tu sporo nowości. Jeśli więc szukacie czegoś oryginalnego w temacie (znów), możecie spokojnie wypróbować Battlefront Heroes. Gdybym nie miał jeszcze tylu gier do przerobienia, sam bym z nią został (znów). Cóż, takie życie blogera ;)


Ocena:
Grać bez rozkazu! 


W skrócie:
+ Strzelanie zamiast bicia mieczem (zupełnie inna perspektywa walki)
+ Nieinwazyjne prezenty
+ Sprawdzony standard rozgrywki
+ Bonusy za gwiazdki i ulepszanie bazy

- Może za blisko trzyma się tego standardu
- Typowe minusy flashówki w perspektywie