poniedziałek, 21 września 2015

Zombie tu, zombie tam...

Tytuł: Into the Dead
Testowana platforma: Facebook
Rok wydania: 2012
Cena: darmowa (mikrotransakcje)
Link: https://www.facebook.com/games/intothedead/?fbs=106





Są takie gatunki gier, w których wydawałoby się, że nic nowego się nie wymyśli. Przynajmniej ja tak sądziłem jakiś czas temu. Szczęśliwie twórcy sięgnęli do nieco innego worka i sprawili, że proste gry przestały być takie proste. Dziś kolejna "biegaczka" - lecz nieco inna, jak to w tym miejscu bywa.

Apokalipsa zombie. Chyba każdy wie, co to oznacza. Grę rozpoczynamy podnosząc się z ziemi po kraksie helikoptera, którym uciekaliśmy z miasta opanowanego przez potwory. Jak widać nie udało się i teraz trzeba resztę zrobić samemu. W sensie osobiście, bo może i znajdzie się kompan. Zastanawia mnie pewna rzecz. Jako że zapadła już noc, to chyba bezpieczniejszym miejscem jest miasto, a nie las, do którego zmierza nasz bezimienny bohater? Drogę tarasują nam zwykłe walkery, więc wystarczyłoby wdrapać się na ostatnie piętro, może na dach i spokojnie poczekać na śmierć z głodu. Że niby gdzieś jest jeszcze jakaś enklawa spokoju na tym świecie? To czemu ewakuacja odbywa się w czarną noc?

No nic, koniec narzekania - teraz przejdźmy do konkretów. Standardowy tryb to biegnięcie przed siebie i próba uzyskania jak najwyższego wyniku. Trzy kolejne można będzie odblokować wykonując zlecone nam misje - a dokładnie zestaw trzech. Każdy z nich nieco różni się od innych, kładąc nacisk np. na ilość zombie posłanych do piachu. A już szczególnie warty uwagi jest tryb ostatni, gdzie uciekamy nie widząc nic poza świecącymi oczami nieumarłych oraz ich niewyraźnymi sylwetkami. Mamy małą latarkę, a niebo co jakiś czas rozświetla błysk pioruna - i tyle. Bateria szybko się kończy, trzeba więc biec na pamięć, zapamiętując wszelkie przeszkody, jakie uda się odsłonić. Aby nie było za trudno, towarzyszy nam dzielny przyjaciel, czyli pies. Ten to nie przejmuje się niczym i zasuwa przed nami skacząc na każdego, momentalnie wyłączając go z gry. Można go też "wynająć" w innych trybach, ale wtedy będzie trzeba zapłacić. Rzecz kosztuje 100 monet gry i wraz z innymi bonusami znacznie ułatwia nabicie wysokiego wyniku.

A gdy o opłatach mowa... Na dzień dzisiejszy przyjęty jest model dokupowania sobie elementów wyposażenia, ale mało kiedy można zebrać to samo dysponując jedynie walutą gry. Into the Dead jest a tym polu szczególnie urocza, bo większość rzeczy ma tylko "zwykłą" cenę. Pierwszą metodą odblokowywania broni czy skórek zombie jest wspomniane już wykonywanie trójek zadań, druga to wykupienie ich przed czasem. Realnymi pieniędzmi płaci się w zasadzie tylko za ulepszenie już posiadanej pukawki. Nie wiem dokładnie jak to działa, bo nic nie kupowałem, ale raz trafiłem na "free trial" ulepszenia piły mechanicznej. Wyglądało to tak, że uzyskałem dostęp do nowej broni, lecz ta podstawowa nie zniknęła mi z oczu i nadal mogłem ją wyposażyć. Wyjątkiem są bronie typowo premium, ale jest ich tylko kilka i w zasadzie unikalne są tylko dwie - kusza i granatnik. Tęsknię za tym ostatnim, ale cóż począć... Pozostaje tylko znaleźć je na ziemi, co może i rzadko, ale się zdarza.

Jeśli widzieliście już, że w grze dostępny jest minigun, to zapewne czujecie już, jak wygląda gra na wyższym poziomie. Realia są takie, że każda broń jest przydatna i ma jakąś wartość bojową. Nawet pierwszy pistolet, mimo iż potrzeba dwóch strzałów, by kogoś zabić, ma dość dobrą szybkostrzelność. Sęk w tym, że prędzej czy później (zależnie od wybranego trybu) zrobi się tak gęsto, że nawet jeśli gra umożliwia odbicie się od zombie, którego nie trafimy centralnie, nasze minuty są policzone. W końcu i tak nasz bohater tak się skołuje, że wiecie, jak to się kończy. Restartem oczywiście :)


PS:
Miał być pejzaż, wyszła fotobomba:





Ocena:
"Znowu Ty z tej ponurej wieży szarych dni,
Kradniesz moje serce, musisz być,
Księciem"
-- Sylwia Grzeszczak, "Księżczniczka"


W skrócie:
+ Bardzo klimatyczna
+ Sporo broni
+ Kilka trybów
+ Przystępne ceny


- Płatne rzeczy znacząco zmieniają grę (granatnik!)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz