Tytuł: Shoot First
Testowana platforma: Windows XP
Rok wydania: 2012
Cena: darmowa (opcja wykupu dodatkowych treści)
Słyszeliście o grach typu "rogue", "roguelike" czy po naszemu "rogalikach"? To takie - głównie - cRPG z bardzo prostą grafiką, ale głębokim systemem rozgrywki, w których patrząc z góry prowadzi się swojego bohatera przez generowane losowo labirynty, a właściwie lochy. Jeśli idzie o wymienione cRPG, to sprawa jest dość prosta, a przez to nieco powtarzalna. Jak to się mówi, jeśli polubisz jeden, polubisz wszystkie. Zasadniczo przynajmniej. Niekiedy wprowadza się mniejsze lub większe zmiany - np. grafikę "literkowo-znaczkową" zastępuje prawdziwymi spirite'ami. A już w ogóle rewolucją jest odstąpienie od "odgrywania ról" i przejście do czegoś innego - Shoot First jest bowiem strzelanką, z tym jednak zaznaczeniem, że wciąż zdobywa się doświadczenie, zwiększające ilość punków życia i skuteczność broni.
Różnica jest taka, jak między League of Legends a Bloodline Champions. Zamiast podstawowych komend mamy tu bowiem całkowitą swobodę ruchu i działania. Nie ogranicza nas system pól, a nawet kierunków strzału - przynajmniej jeśli gramy myszką. Tu właśnie niestety, ale ujawnia się pewna wada omawianej gry. O ile gracz (jeden z dwóch) może skorzystać z gryzonia i mieć pełne 360 stopni obrotu, drugi zadowolić się musi typowymi 8 kierunkami, na jakie pozwala klawiatura. Pewnym rozwiązaniem byłby pad, ale i tu - o dziwo - też jest tylko 8 możliwości. Osobiście nie bardzo wiem, jak to się stało.
Eksplorując poziomy (kilka zmieniających się losowo środowisk) można spotkać wrogów, ale i bonusy. Ci pierwsi różnią się w zależności od otoczenia, na jakie wkraczamy z każdym poziomem lochu. Całkiem przyzwoicie wypadło zrównoważenie potworów i pułapek. Może poza tym, że niektórych z nich nie da się rozwalić, przez co stają się sporym utrapieniem. Zwłaszcza, że całość jest losowana i obok siebie mogą pojawić się rzeczy, które w takim ustawieniu mogą okazać się niemożliwe do pokonania. Sztandarowymi przykładami są niezniszczalne drzewo tarasujące wejście do pomieszczenia, długi korytarz strzeżony przez posługujące się niezwykle długimi jęzorami ropuchy czy kamienie spadające z sufitu w takim miejscu, że nie da się nigdzie odskoczyć na bok. Bardzo często zdarzają się też przedmioty umieszczone przez system gdzieś za ścianą, jeśli nie cały pokój, do którego nie można się dostać. Takie już uroki generatora poziomów.
Ale może przejdźmy już do sprawy przyjemniejszej, czyli znajdziek. Wersja standardowa zawiera 5 różnych pukawek i kilkanaście przedmiotów, od pancerza po pierścień zwiększający ilość zdobywanego doświadczenia i wykrywacza kluczy do wyjścia. Wystarczy o nich powiedzieć tyle, że każdy z graczy znajdzie coś dla siebie i przy odrobinie szczęścia skompletuje swój ulubiony zestaw. A czemu napisałem "standardowa"? Odpowiedź jest prosta. Na stronie producenta istnieje bowiem opcja dobrowolnego wsparcia finansowego. Nagrodą są 2 dodatkowe bronie i nowy rodzaj terenu.
Oprócz jakże skrzętnie wymienionych obiektów, na naszej drodze stanie jeszcze wiele różnych, ciekawych elementów. Wszystko to sprawia, że za każdym razem gra wygląda inaczej - i za każdym razem jest nowym wyzwaniem. A jak kto zajdzie gdzieś dalej, to można się jeszcze na internetową listę wyników wpisać. Potrzeba więcej? Shoot First mimo paru - obecnych w sposób losowy - wad pozostaje pozycją godną polecenia. Sprawdza się zarówno w pojedynkę, jak i w zespole z kimś u boku. I to dla tego drugiego zastosowania polecam ją szczególnie. Co jak co, ale nic nie zastąpi wspólnego rozsmarowywania potworów po podłodze*!
* Krew nie załączona w zestawie.
Ocena:
Strzelaj, strzelaj mówię!
W skrócie:
+ Przyjemna oprawa
+ Za każdym razem nowa gra (losowość)
+ Sporo broni i ekwipunku
+ We dwóch gra się jeszcze lepiej
- Niekiedy losowość przeszkadza, jeśli nie gorzej (umiejscowienie pułapek, wrogów, pomieszczeń)
- Problemy ze sterowaniem dla drugiego gracza


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz