sobota, 14 listopada 2015

Teatr jednego bohatera

Tytuł: Major Mayhem
Testowana platforma: Windows 8.1 i 10
Rok wydania: 2014
Cena: darmowa (+ mikrotransakcje)
Link: <do pobrania w sklepie Windows>





Zasadniczo nie ma sensu zostawiać sobie na dysku gry, która znudzi się po paru uruchomieniach. Niby można sobie pograć w coś niezobowiązującego, ale jeśli za prostotą nie będzie szła grywalność, to kicha. Na szczęście są takie produkcje, przy których nie trzeba się martwić o żadne z tych rzeczy. Są na tyle rozbudowane i tak wciągające, że nawet będąc w istocie jedynie grą za parę groszy (lub darmową, jak dla mnie) nie zmienia to faktu, że może konkurować z produktami "pudełkowymi".

Major Mayhem to hybryda "biegaczki" i "celowniczka", z naciskiem na to drugie. Rzecz polega na przemieszczaniu się (automatycznym) od jednej scenerii do drugiej, skąd rozpoczyna się ostrzał wypadających co chwila wrogów. Teatry zmagań są trzy - dżungla, miasto i pustynia. Oczywiście zmienia się nie tylko krajobraz, ale i zagrożenia - pułapki i to, co najważniejsze, czyli wrogowie. Możemy ich kosić jedną z giwer, którą odblokujemy wypełniając misje powierzone nam przez "mistrza gry". Przyznać muszę, że arsenał jest bardzo imponujący. Pierwszą bronią jest słaby pistolecik, ale szybko odblokujemy strzelbę, snajperkę, granatnik czy miniguna. Jak lubię to określać - każdy znajdzie coś dla siebie. Osobiście preferuję Magnum - ale mój brat woli shotguna i "obrotówę". Każda z nich ma swoje zalety i wady, podobnie też inne rzeczy można dzięki nim osiągnąć. Wypuszczając serię z karabinu zadamy więcej obrażeń, a korzystając z broni wybuchowych zbierzemy większy mnożnik za symultaniczne zabicia. Ale nie tylko bronie wpływają na rozgrywkę. Skórki niby też są, ale one akurat wprowadzają zmiany wyłącznie kosmetyczne.

Gra nie polega wyłącznie na strzelaniu z wybranej broni - czasem zza przeszkody wychyli się zakładnik, a jego uratowanie oznacza bonus. Tych jest kilka - te zwykłe to uzupełnienie "tarczy" (po każdym trafieniu tracimy fragment okrycia ochronnego) oraz monety. Niekiedy trafić można też na bonusy typowo bojowe (można je również wykupić w sklepie gry) - nalot, spowolnienie czasu, mega siła i nieśmiertelność. Jest w czym wybierać. To wciąż nie wszystko! Pewne etapy zawierają też wstawkę "Run and Gun", w której nie chowamy się za murem, ale biegniemy przed siebie, ostrzeliwując się i unikając pocisków wroga. Słowem każdy etap wygląda inaczej. Jest tego tak wiele, że nawet starając się uzyskać osiągnięcie za 2000 zabić daną bronią gra się nie znudzi. Na dłuższe posiedzenia może faktycznie lepiej byłoby znaleźć sobie coś większego, ale nie zmienia to faktu, że zawsze miło jest wrócić do rozwałki, jaką ona proponuje.

Dawno temu miały miejsce pewne istotne błędy (np. traciło się zakupione skórki), ale kolejne "łatki" załatwiły sprawę. Na chwilę obecną nie mam więc zastrzeżeń. Powiem więcej - tym bardziej mam powody, aby zachwalać Major Mayhem wszystkim zainteresowanym. Jedna uwaga - gra generalnie nie jest krwawa, poza jednym wyjątkiem. Gdy ginie nasz bohater, ziemię pokrywa pokaźna plama krwi. Gdy giną wrogowie też niby robi się czerwono, ale jest to skutecznie maskowane animacją trafienia. Zastanówcie się więc, zanim pokarzecie ją komuś młodszemu. Całą reszta - pobierać i grać! Można ją dostać chyba na każdym systemie (także przez Steam), więc nie powinno być problemów. Chyba, że krucho z kasą. Polecam więc zainteresować się nią następnym razem, gdy będziecie planować wydatki na gry. Z całą pewnością warto!


Ocena:
Roooozwaaaaałkaaaa!


W skrócie:
+ Demolka na całego!
+ Mnóstwo broni
+ Kilka trybów
+ Dodatkowe skórki

- Niespodziewana plama krwi po śmierci bohatera

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz