Artysta: Lorenzo Masotto
Album: Seta
Rok: 2015
Do New Age można mieć wiele zastrzeżeń. Nie zmienia to faktu, że nawet ja jestem tym ludziom za coś wdzięczny. Może nie od strony duchowej czy ideowej, ale tak po prostu, praktycznej. Tak się bowiem składa, że ruch ten wprowadził na rynek parę nowych gatunków muzycznych. Może i nie wymyślono tu czegoś nowego, ale raczej uczyniono to popularnym.
Jest bowiem na świecie coś takiego jak fortepian. Nie pianino, nie pianola, nie keyboard - fortepian. Forte i piano w jednym. Dawno temu instrument ten kojarzył się wyłącznie z muzyką klasyczną i koncertową. Dziś podbija rynek jako solista, w gatunku zwanym nie inaczej niż "solo piano". Tu akurat wystąpi on wraz z przyjaciółmi, ale czaicie bazę.
Jestem dość dziwnym człowiekiem. Podobają mi się różne rzeczy, nieraz zupełnie pozbawione jakiejś wspólnej nici, zupełnie od siebie różne. Ale nie ukrywam również, że ta spokojniejsza strona muzyki przemawia do mnie w sposób szczególny. Takie jest właśnie solo piano - nic tylko sama rozkosz dla duszy. Sęk w tym, że trzeba umieć taki nastrój prowadzić przez cały album, co niestety ale nie każdemu wychodzi. Na szczęście "Seta" podejmuje wyzwanie i wygrywa. Może nie każdy utwór urywa tyłek, ale ogólna atmosfera przecieka wręcz melancholią, późnym wieczorem i ciepłą herbatą. Utworów jest aż dziesięć, co daje prawie 43 minuty rozkoszy. Aż nadto, żeby wysłać się w podróż do innego świata.
Późno się zrobiło... Godzina jeszcze młoda, ale noc już ciemna. Jeśli więc traficie na ten wpis i nie macie jeszcze planów na wieczór, to zapraszam. W tym można artyście zaufać - nie zawiedzie Was!
Ocena:
Nie przeszkadzać, słucham!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz