wtorek, 11 sierpnia 2015

Po tamtej stronie

Artysta: LukHash
Album: The Other Side
Rok: 2015




Do muzyki z ograniczoną jak na nasze czasy liczbą bitów ludzie podchodzą raczej sceptycznie. Jeśli ktoś nie miał do czynienia z dawnymi grami czy wręcz starymi systemami, trudno jest mu zaakceptować to specyficzne brzmienie. Jest jednak taka grupa zapaleńców, która wcale się tym nie przejmuje. Powiem więcej - nadal produkują oni muzykę godną swoich poprzedników, skierowaną do skromnego grona odbiorców. Słuchając takiej muzyki można albo się zaciekawić i zacząć drążyć dalej, albo zrazić się od samego początku. Tak to przynajmniej wygląda z typowymi chiptune. Są bowiem i tacy artyści, którzy idą krok dalej, łącząc najlepsze cechy obu pokoleń.

Jednym z nich jest LukHash, nota bene Polak. Tworzy od 2003 i ma na koncie kilka albumów - ten tu jest jego najnowszym dzieckiem. Od razu więc odsyłam do jego profilu po więcej! Pamiętam jeszcze, jak zachwycałem się geniuszem kompozycji kilku moich ulubionych utworów z wydanej w 2011 roku "Digital Memories". Jak ten czas leci! Moim skromnym zdaniem jest to najlepszy jego krążek - ale to oczywiście moja opinia :) W "The Other Side" autor poszedł bardziej w stronę "tych innych" gatunków, rdzeń zostawiając troszkę w tyle. Wciąż słychać charakterystyczne efekty dźwiękowe przywodzące na myśl zbieranie bonusów w grach, co osobiście bardzo sobie cenię. Trochę perkusji, trochę rockowej dynamiki, trochę innej elektroniki - po prostu cudo. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że jest to materiał, który polubić może każdy wielbiciel obu tych kierunków w muzyce. Nie przechyla on szali na żadną ze stron, pozostawiając wiele miejsca na zwykłe uwielbienie tego, czym jest - muzyki.

A co mają z tego zatwardziali fani 8 bitów? U tego konkretnego artysty znajdą oni argument ku temu, żeby zachęcić niedowiarków do zapoznania się z tym gatunkiem. Kto wie, może złapią bakcyla i skuszą się na coś więcej? Albumy LukHasha spośród sobie podobnych, na jakie udało mi się natrafić, są najbardziej otwarte na nowych słuchaczy. To ważna cecha, przynajmniej na początku. Do chiptune łatwo się zrazić, co raczej nie grozi w tym wypadku. Autor jest tak zręczny w żonglowaniu dźwiękami, że w zasadzie nie mam się do czego przyczepić. Poziom jest bardzo wyrównany, a kolejne utwory łączą się w jedną całość, bez niespodzianek. Powiedziałbym żartem, że chciałoby się więcej - ale fakty są takie, że to owe "więcej" już jest. I to jeszcze jakie!


Ocena:

Za chiptunem stanę murem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz