Autor: Elaine Cunningham
Tytuł: Evermeet: Wyspa Elfów
Tytuł oryginalny: Evermeet: Island of Elves
Rok wydania: 2005
Tęskniliście? Ja też. Trochę się opóźniło, ale czego to się nie robi dla pisania magisterki, względnie odhaczania rzeczy, które miałyby to pisanie odwlec w czasie. A jak już zacząłem czytać, to grzechem byłoby przerwać w połowie, nieprawdaż?
Do książki tej sięgałem dwa razy. Raz zostawiłem ją na bibliotecznej półce, bo uznałem, że będzie to kolejna powieścina fantasy, jakich wiele. Za drugim razem - niespodzianka - zabrałem ją ze sobą. A co mi tam! No i przeczytałem.
Powieść przedstawia losy elfów właśnie (kto by się spodziewał), poczynając - chronologicznie - od ich bogów i ich boskich spraw (głównie wojen), a kończy na śmiertelnych elfach i ich sprawach (głównie wojnach). Zaznaczyłem, że chronologicznie, bo sama książka zbudowana została zupełnie inaczej. Początkowy fragment zdaje się być schyłkiem tytułowej Evermeet, potem dopiero następuje wstawka historyczna, aby na koniec znów powrócić do tego, co działo się na starcie, rozwijając ten wątek i należycie go kończąc. Oprócz tego, że można się trochę pogubić, zwracam uwagę, że przez ten zabieg nawet jak przeczytacie całość dwa razy, to nudzić się nie będziecie. Powiem więcej, jest to jakby wskazane. Chyba, że macie dobrą pamięć i rozpoznacie wszystkich bohaterów, niezależnie czy akurat będzie to na przykład potężny mag czy tylko chłopak udający się na szkolenie, dziwnym trafem mający to samo imię.
Jako czytelnik płci męskiej zwracałem uwagę głównie na to, co się tam działo. Wojny, intrygi, pojedynki, zabójstwa. A było tego dużo! Każda z przedstawionych epok mogła pochwalić się swoimi intrygantami i pretendentami do rozwalenia spokojnej społeczności elfów czy ich przyjaciół. Troszkę to zalatywało powtarzaniem się, ale w końcowym efekcie dało się przymknąć na to oko. Powiedzieć mogę również, że kobieca część widowni także znajdzie tu coś dla siebie - romanse, miłości, bohaterscy książęta i księżniczki... Ten wielokropek jest tu celowo :P
Co mógłbym zarzucić opowieści o wyspie elfów? Ano że zmuszała mnie do zapamiętywania tych wszystkich pokręconych imion! Jak już pisałem, rzecz jest trochę zamotana w kwestii chronologii i żeby się nie zamotać do końca, trzeba sporo samemu sobie dopowiedzieć. Nie pomagają nawet ramy czasowe, bo pojawiają się one tylko w określonych momentach. Poza tym - ilu to magów można tracić na rzucanie zaklęć? Im potężniejszy krąg, tym więcej trupów. Do tej pory się zastanawiam, jak tak szybko udało im się zapewnić zastępstwo. Że szkolenie na wysokiego maga trwa tak krótko? Trzecia sprawa - forma. Fabuła snuta jest z punktu widzenia skryby poszukującego historii o elfiej krainie. Nie jest to więc jednolita opowieść o jakimś bohaterze i jego wyczynach. Nie wszystkim musi się to podobać.
No dobra, nie przedłużam. Szkoda, że moja instytucja kultury książkowej jest tak skromnie wyposażona. Jak można wyczytać z listy zamieszczonej pod koniec, autorka ma na koncie więcej pozycji, także serii. Widać ktoś wysoko postawiony uznał, że jedna taka powieść o skrzatach wystarczy. Ja Wam mówię i mnie słuchajcie - nie wystarczy! Czytało mi się bardzo przyjemnie, nawet z przyjemnością zarwałem trochę nocy, aby dokończyć dzieła i zamknąć tylną okładkę. Jeśli więc interesuje Was fantastyka, a już zwłaszcza Forgotten Realms - sięgajcie bez wahania.
Ocena:
Brałbym więcej, ale u mnie nie ma :(

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz