sobota, 16 kwietnia 2016

Duże coś

Autor: Stanisław Lem
Tytuł: Solaris
Rok wydania: 1995




Stałych bywalców mojego bloga przepraszam, ale obecnie mam fazę na książki. Mam co prawda w planach opisanie paru gier czy muzyki, ale w obecnym przedziale czasowym nie mam na to czasu. Także nie przedłużając...

Ostatnio pisałem Wam o Dicku i jego zbiorze opowiadań. Tak sobie pomyślałem, że warto by to skonfrontować z naszym rodzimym mistrzem tego gatunku. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie to totalne przeciwieństwa...

Zacznijmy jednak od początku. Solaris to planeta, na której znajduje się dziwny ocean. Pierwotnie uważano, że jest to masa jakiejś materii - ot jak woda na Marsie... znaczy się na Ziemi. No, może trochę inna. Dokładniejsze zbadanie go stało się początkiem nowej nauki - solarystyki. Szybko postawiono tam bazę naukową, sprowadzono naukowców różnych dziedzin i tak dalej. Jak to ludzie mają w zwyczaju. Do akcji książki dołączamy w momencie, kiedy to nowy przybysz z Ziemi ląduje na wspomnianej stacji - i co tam zastał dowiecie się już sami. Słabego serca czytelników ostrzegam - będzie romans!

Pisałem ostatnio, że świat kreowany przez Dicka jest jakiś lewy. Z całą pewnością nie można tego samego zarzucić Lemowi. Dlaczego? Ano z tej prostej przyczyny, jego świat jest kompletny w małych choćby szczegółach. Historia solarystyki sięga wiele lat wstecz, a nasz bohater nader często korzysta z biblioteki. Nawet więc jeśli ramy czasowe powieści są ograniczone, co jakiś czas serwuje się nam "powtórkę" w postaci rozdziału opanowanego przez nazwiska i dokonania, które się nimi podpisuje. Tak więc ostrzegam po raz drugi kto woli, jak coś się dzieje, może sobie darować.

Czemu więc Solaris jest takie dobre? Ano sięga do samego sedna ludzkiego zmagania z obcością. Nie będę zdradzał szczegółów, bo to nie recenzja naukowa, ale prosty blog. Dość powiedzieć, że sci-fi ma swoje ciągoty, żeby przez metaforę coś człowiekowi powiedzieć. A tu zachwyceni będą nie tylko naukowcy czy filozofowie, ale i każdy inny, kto zastanawiał się kiedyś nad tworem zwanym "człowiek". Brzmi górnolotnie? Może i tak. Ale pamiętajcie - to nadal powieść, da się przeczytać tak po prostu ;)

Osobiście nie uważam Lema za swojego ulubionego autora. Rozdziały teoretyczne w niebywały sposób pomagają mu stworzyć coś wyjątkowego, ale równie dobrze mógłbym czytać skład chemiczny solaryjskiego oceanu. Nie zrozumcie mnie źle - po prostu jest to tak zaawansowane, że aż zakrawa o czarną magię. Jakiś czas temu (oj, dawno to było!) miałem w rękach "Opowieści o pilocie Pirxie" - tam mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, podobały mi się takie wstawki. Jeśli więc macie słabe oczy, popytajcie raczej o tę pozycję.

Tak czy inaczej Solaris uznawane jest za klasykę - i stawia się ją obok wielkich nazwisk światowego sci-fi. Polak potrafi, jak to się mówi. I ostrzegam - po raz ostatni. Nie bądźcie jak te gęsi i znajcie swoje! Znajdźcie kiedyś chwilę i przebrnijcie do końca, zachęcam gorąco :)


Ocena:
Do abordażu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz