sobota, 6 lutego 2016

Ja i mój sklep

Tytuł: Swords & Potions 2
Testowana platforma: Firefox
Rok wydania: 2013
Cena: darmowa (+ mikrotransakcje)
Link: https://www.edgebee.com/games?id=5





Po chwili przerwy wracamy do rzeczy, które lubimy najbardziej. Z tej okazji po raz kolejny sięgam po coś nowego - dziś trochę popracujemy.

Jakiś czas temu sporą popularność osiągnęły gry typu casual. W założeniu są to produkcje mało wymagające (co nie oznacza "łatwe"), ale takie, przy których można się dobrze bawić. Jednym z podtypów tegoż "gatunku" jest zarządzanie czasem. I to właśnie moja gra na dziś. Tyle że w przeglądarce.

Ale żeby nie popaść w jakieś stereotypy i uproszczenia: to nie wszystko. Z jednej strony tak, jest to podręcznikowe zmaganie o klientów, ulepszanie sprzętów w sklepie, którym kierujemy i takie tam. Z drugiej natomiast naszym obowiązkiem jest zatroszczenie się o całe miasto, w którym nasz sklep sobie stoi. Tu już zaczynają się rumieńce, choć to nadal nie koniec! Ale na chwilę zatrzymajmy się na mieście.

Rdzeniem rozgrywki jest oczywiście nasz sklep. My, jako właściciel, nie stoimy tylko przy kasie, ale samemu sporządzamy różne przedmioty, które następnie opychamy klientom. Awansując w poziomach popularności będziemy mogli wynająć jeszcze parę postaci - ale nie wszystkich na raz. Szybko dochodzi się do limitu dwóch zatrudnionych ludzi, których sami przydzielamy do pracy. Z czasem gospoda zaroi się od potencjalnych pracowników, więc jest w czym wybierać. Problemem są a) warsztaty b) surowce. Te pierwsze trzeba postawić (i ew. ulepszyć), te drugie zdobyć w mieście. No i oczywiście pamiętać trzeba, że każdy klient ma swoje gusta i nie każdy przedmiot będzie mógł wylądować w jego ekwipunku. Jeśli więc po raz kolejny jegomość odejdzie z niczym, przestanie nas lubić i jego wizyty staną się coraz rzadsze. Celem powinno więc być możliwie duże zróżnicowanie naszego asortymentu.

Miasto to trochę inna historia. W każdym zmieści się maksymalnie 12 graczy, choć już 2 jest w stanie jako tako utrzymać produkcję. Aby postawić jakiś nowy budynek, trzeba w niego zainwestować - kasę, przedmioty lub ludzi. Efekty będą jednak tego warte, bo albo do miasteczka przybędą nowi klienci, albo wzrośnie nam współczynnik godzinnego przyrostu jakiegoś surowca. Wskaźnik ten jest swego rodzaju odpowiednikiem energii - tyle że nie tak uciążliwym. Aby zrobić przedmiot, potrzeba nam składników. Postawienie w sklepie odpowiedniego stojaka zwiększa pojemność magazynu, ale to miasto dostarcza samego surowca. Jeśli więc za wiele wydamy - trzeba czekać. Im lepsze miasto, tym szybciej sprawa się zakończy, a my wrócimy do gry. Jeśli zaś komuś nie będzie pasowało, że musi wydawać pieniądze na takie cele - proszę bardzo, można się wyprowadzić.

Muszę jeszcze dopowiedzieć coś o wspomnianym już elemencie - o wysyłaniu klientów do zadań. Jeśli jakiś klient ma za niski poziom jak na nasze standardy, możliwe jest posłanie go do wykonania zadania jednego z trzech typów: powtarzalnego, jednorazowego i związanego z rozbudowa miasta. Te pierwsze dają najwięcej, ale robi się je tylko raz na całą grę - i jeszcze potrzeba konkretnych przedmiotów, a by je zacząć. Tak więc to zadania powtarzalne sprawią, że nasi klienci staną się silniejsi, a przez to będą kupować przedmioty wyższego poziomu. Ostatni typ jest specyficzny, bo trzeba nam będzie posłać do roboty setkę czy dwie siły roboczej. Oczywiście jednego ziomka można wysłać parę razy, nic nie stoi na przeszkodzie. Ach tak, jest jeszcze opcja walki z innymi miastami. Z tego co wyczytałem, działa to na podobnej zasadzie. Wybiera się klienta, daje mu sprzęt i posyła do walki. Także co kto lubi.

Teraz słowo o niedociągnięciach, bo jest ich parę, ale to same głupoty. Pozwólcie, że je po prostu wymienię. Przede wszystkim gdy dostawiamy do sklepu kosz z nowymi surowcami, musimy zresetować grę, żeby widzieć ich przyrost. Gdy odblokujemy nowy przepis, jego nazwę zastępuje inna, losowa, spośród tego, co już mamy. Nie możemy jednocześnie przeglądać inwentarza i dostępnych receptur, bo są one dostępne tylko albo z poziomu miasta, albo sklepu. Ikonka budowania pozostaje taka sama, jak pierwszy sklep, w jakim nas wylosuje - nie zmienia się po zmianie miasta, nawet gdy nasz budynek będzie wyglądał inaczej. Znajdywanie ścieżek polega na tym, że NPC szuka drogi do najbliższego kosza, a nie wylicza sobie najkrótszej drogi jako takiej, jaka jest możliwa. No i na koniec - w trybie pełnoekranowym okienko powiadomienia o nowym budynku potrafi zawiesić grę. Więcej nie pamiętam, jedziemy do podsumowania.

A co napiszę w podsumowaniu? Że Swords & Potions 2 to bardzo ciekawa gra. Pozwala graczom z jednej strony zbudować swoje małe królestwo (i szybko je zagracić), a z drugiej współdziałać jako mała społeczność kupców zrzeszonych pod banderą miasta. To od nas zależy, czy dołączymy do czegoś większego, czy może sami postawimy własną osadę. Tak czy inaczej ile czasu byśmy w to nie wpakowali, zawsze będzie się chciało wrócić. I albo patrzeć, jak rośnie nasze miasteczko, albo jak pęcznieje nasza kiesa. Tylko nie zapomnijcie być miłym dla klientów!


Ocena:
Dobijemy targu :)


W skrócie:
+ Spora dowolność w prowadzeniu działalności
+ Mnóstwo przepisów/ przedmiotów
+ Element ekonomiczny
+ Nie jest się skazanym na jedno miasto

- Parę niedoróbek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz