piątek, 1 maja 2015

Tańczę wciąż...

Artysta: The Gray Havens
Album: Where Eyes Don't Go
Rok: 2013




Jakiś czas temu cały wieczór spędziłem na poszukiwaniach czegoś godnego uwagi na Jamendo. Kilka godzin siedzenia, słuchania, szukania. I prawie bez efektu! Gdy już myślałem, że coś mam, okazywało się, że jakość spada gdzieś po drodze ku końcowi albumu. W końcu już jakoś po północy moja cierpliwość została nagrodzona dwoma albumami, czy może raczej EPkami z racji około 20-25 minut trwania nagrania. Co tym razem? "Where Eyes Don't Go" to ciepły i lekki w słuchaniu materiał, w którym źródłem dźwięków są instrumenty akustyczne. Brak elektronicznego "kopa" w całej rozciągłości albumu nie jest oczywiście wadą. Wręcz przeciwnie! Szkoda tylko, że współcześnie piosenki akustyczne nie trafiają do masowej wyobraźni inaczej jak w roli "wersji" innego utworu. Omijając więc utwór tylko dlatego, że nie ma w nim gitarowych riffów, jest potężną w moich oczach zbrodnią przeciwko muzyce. Wystarczy przelecieć wzrokiem po komentarzach na YouTube - mnóstwo ludzi narzeka na jakość tego, co dziś leci w eter i sławi pod niebiosa to, co jednak uda się im znaleźć, jako "prawdziwą muzykę". No to jest! Tylko gdzie te wejścia? Brakuje ich, jak zwykle. Przy pierwszym kontakcie z wokalem pomyślałem, że jakby przypomina mi ZOONERa (również z Jamendo). Nie wiem czemu - pierwszy utwór był jakiś taki, że mi synapsy załapały sygnał. W drugim natomiast nie mogłem powstrzymać się od porównania z Serjem Tankianem - ten charakterystyczny sposób zaciągania... W niektórych piosenkach miałem wrażenie, że wokalista nie jest jedyną śpiewającą osobą - refreny wydawały się podwójnie śpiewane przez niego i kobietę, ale pozostającą w tle. Już tagi mówiły jasno, że jest to "duo", czekałem więc na ujawnienie się owej drugiej połówki zespołu. Niestety, nastąpiło to dopiero w ostatnim kawałku - i na dodatek - jak na moje ucho - bardziej bonusem niż pełnoprawną ścieżką. O ile wszystkie poprzednie trzymały jakiś poziom, ta ostatnia jest głupiutką piosenką, będącą lekkim zwieńczeniem EPki. Ileż można? Fraza "get married" powtarza się ze 20 razy - sumarycznie trwa to dłużej niż regularne zwrotki! Gdy Jamendo zapętliło listę i znów leciała pierwsza ścieżka (czyt. przesłuchałem cały album) zacząłem się zastanawiać nad oceną. Niby wszystko było w porządku, trochę tylko było mi mało. I ta ostatnia piosenka... Niech będzie 4.

Ocena:
Niecierpliwie czekam na pełnometrażowy debiut!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz