niedziela, 3 maja 2015

A wy tu czego?

Witajcie ponownie :) Gotowi na nową przygodę? Zapraszam!

Tytuł: Island Experiment
Testowana platforma: Facebook
Rok wydania: 2014
Cena: darmowa (mikropłatności)





Tematyka może i inna, ale w sumie to niewiele tu nowego. Island Experiment to gra strategiczna, a w zasadzie to ekonomiczna. W wersji casual, co chyba nikogo nie dziwi. Trójka badaczy ląduje na tropikalnej wyspie w celu zbadania okoliczności kraksy satelity - i my im w tym pomagamy. Pierwsze, co rzuca się nam w oczy, to krzaki, trawa i inne zarośla. Standardowo pole startowe jest bardzo małe - a za chwilę będzie się trzeba rozbudować. Serio - na tej wyspie mieszkają przecież tubylcy, jak to możliwe, że tyle tam zielska? Szybko nawiążemy kontakt z okolicznymi plemionami - i o zgrozo u nich to samo! Rozumiem, że za takie graty dostaje się doświadczenie, ale tam nie ma gdzie palca wcisnąć! Jeden plus z tego jest taki, że jak się porówna screenshoty sprzed kilku dni to człowieka duma rozpiera, że już tak daleko zaszedł. Poza tym - jak wspomniałem, bohaterów jest tylko troje. Mimo iż na obrazkach pojawiających się np. podczas ładowania widać chłopaka w okularach, to przynajmniej na te ponad dwa tygodnie spędzone z grą nie udało mi się go zlokalizować. Tak więc troje - a jak komu mało? Proszę bardzo, można zapłacić. Jeszcze parę dni temu - jeśli mnie pamięć moja nie myli - rozszerzenie zespoły kosztowało ponad dychę, teraz koło trzech złotych. Swoją drogą że w przeciągu tych paru dni kilka rzeczy się pozmieniało bez ostrzeżenia.

Gospodarka gry opiera się oczywiście na zbieraniu surowców z okolicznych źródeł. Podzielić je można na trzy kategorie - występujące w przyrodzie możliwe do zebrania od razu, takie potrzebujące odpowiedniego budynku oraz jaskinie. Takie tam krzaki czy palmy dostarczą nam parę sztuk surowca, podczas gdy kopalnie można ulepszać, odblokowując kolejne plany wydobycia. Dostaje się wtedy więcej jednostek, ale trzeba za nie zapłacić odpowiednio więcej kasy i dłużej też się na nie czeka. Standardowo - to, że ma się więcej nie oznacza, że jest to w 100% opłacalne. Najczęściej na kolejnych poziomach czas wydobycia się dubluje, czego niestety nie można powiedzieć o zyskach. Ostatni typ to jak już powiedziałem jaskinie. Są one na tyle oryginalne, że po wejściu do nich lądujemy na małej planszy i korzystając z dostępnego zapasu łopat rozkopujemy kolejne grudki ziemi i rożnych innych rzeczy tam dostępnych. Jedna grudka dla nas, jedna łopata mniej. A jak zabraknie - tak, można dokupić od ręki. Nagrodą za nasze osiągnięcia mogą być przeróżne przedmioty, także takie przeznaczone wyłącznie do sprzedaży. I jednym z takich przedmiotów były tajemnicze klucze, które któregoś dnia po prostu wyparowały z mojego magazynu. Tak samo drzewa, z których zbierałem liany, zamieniły się w krzaki. Czary, powiadam Wam, czary...

Słowo o budynkach, bo tu też jest o czym opowiadać. Główny i najważniejszy jest magazyn. Z każdym poziomem dostajemy dodatkowe miejsce, które musimy dzielić pomiędzy wszelkiego rodzaju sprzęty, jakie zbieramy podczas gry. Gdy coś się nie zmieści po prostu znika, więc liczcie, ile Wam jeszcze go zostało! W zależności od budynku, inny będzie efekt ulepszania go. Kopalnie to nowe plany wydobycia, a chatki z narzędziami pozwalają nam tworzyć nowe przedmioty. Nie można też zapomnieć o domkach mieszkalnych, które generują pieniądze. Niby można sobie kupić pomocnika, ale jeśli zbuduje się więcej niż trzy, to nic się złego nie stanie. Kasa będzie lecieć, a to dobrze. A że stoją puste? To tylko gra :P Jedna rzecz. W grach, jakie widziałem do tej pory, komunikat o możliwości zebrania surowców pojawia się po tym, jak upłynie wyznaczony czas. Tutaj jest to prawdą do każdego innego budynku, ale nie tych mieszkalnych (czy ogólnie generujących mamonę). Otóż ikonka gotowości pojawia się znacznie przed końcem, przez co narasta konieczność samodzielnego liczenia tych 4 czy 10 minut, chyba że komuś podoba się klikanie co kilka sekund... Początkowo liczyłem swój czas teledyskami na YouTube, ale ostatecznie zainwestowałem w stoper programowy. Link podrzucę na koniec.

Pora na podstawowe pytanie - czy gra ma szansę się obronić? Czy warto nią sobie zawracać głowę? Moja odpowiedź brzmi tak, ale z pewnym zastrzeżeniem. Głównym problemem jest liczba dostępnych nam pracowników. Jest ich tylko troje, więc siłą rzeczy rozwój postępuje bardzo powoli. Gwoździem do trumny jest w tym wypadku cena wszelkiego rodzaju operacji. Za nowe kopalnie nie tylko będzie trzeba wybulić parę setek monet, ale i trzeba będzie dorzucić garść surowców na potrzeby samej budowy. Przynajmniej na początku bardzo szybko zapcha się magazyn, więc nie będzie mowy o odkładaniu na później, bo trzeba będzie robić luz na bieżące potrzeby. A gdy już podbijemy tę statystykę do rozsądnego poziomu, będzie potrzebna jeszcze większa suma pieniędzy. Tak więc żeby zarobić aż tyle będzie trzeba siedzieć przy grze i klikać ikony nad mieszkaniami. Wtedy jak najbardziej - będzie się to opłacało. Mnie zajmowało to codziennie kilka godzin, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim taki układ odpowiada. Ja siedziałem po nocy... Z drugiej strony patrząc, tło fabularne obliczone jest na bardzo długie zwiedzanie, więc zawsze będzie się do czego odwołać. Jeśli te oba punkty wzbudzają Wasze wątpliwości - darujcie sobie. Szkoda Waszych nerwów. Atmosfera jest przyjemna i zakładając przyzwolenia na tę specyficzną mechanikę gra jest w stanie się utrzymać. Później i tak kasy będzie coraz więcej, będzie się więc można skupić na oczyszczaniu nowych terenów. To jest akurat jedno z ciekawszych zajęć, tak wbrew pozorom ;)



Ocena:
Dobra, ale tylko dla odwa cierpliwych!


W skrócie:
+ Jest co robić
+ Przyjemnie się patrzy, jak znikają chwasty i prześwituje zielona trawka
+ Współdzielony magazyn (realistyczne rozwiązanie)
+ Płatne obiekty to tylko dekoracja

- Tylko 3 postacie na start
- Drogo!
- Samodzielne liczenie czasu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz