Autor: Catherine Jinks
Tytuł: Inkwizytor
Tytuł oryginalny: The Inquisitor
Rok wydania: 2004
Wszyscy chyba znają - choćby z filmu - Imię Róży. To bodaj najpopularniejsza książka o tematyce kościelnej z intrygą w tle. Choć nie. Ostatnio mógł ją zdeklasować Dan Brown. No ale nie mnie to oceniać. W każdym razie ja jeszcze wspomnianego dzieła nie czytałem, więc wybaczcie brak porównań :)
"Inkwiztor" opowiada o losach biura śledczego Świętego Oficjum gdzieś na prowincji we Francji. Daleko tam wszędzie, a że to wiek XIV, to wiecie. Prowadzi je świętobliwy brat Augustyn - mnich stary i schorowany, ale jakoś się trzyma. Pomaga mu (oprócz gromady pomniejszych postaci) brat Bernard. Szybko okaże się, że ten ostatni stanie się numerem jeden w powieści, bo tego pierwszego... No, dość powiedzieć, że zabraknie. Jakby tego było mało, góra podrzuca mu nowego przełożonego, a ci dwaj jakby się nie lubią...
Wydawnictwo, o którym nie słyszałem, autorka też mi nieznana, okładka jakaś tania - to myślę sobie, że za dobre to nie będzie. Choć nie, inaczej bym nie wziął. Powiedzmy, że nie miałem nadziei na hiciora, ale zapowiadało się całkiem niezłe. W końcu jak się pisze o takim temacie, to trudno zbłądzić i dać światu gniot. Przede wszystkim trzeba wykazać się wiedzą, bo rzucanie cytatami na oślep nikomu się nie przysłuży. Nie jestem co prawda teologiem, ale na oko wyszło przyzwoicie. Nie będę też wnikał, czy książki i tezy potępiane w powieści faktycznie były potępiane. To co ja zrobię? Powiem, że wykreowany przez autorkę świat zasłużył na moje zaufanie. Wszystko brzmi bardzo naturalnie i przekonująco.
Ale jest mały problem. Ano czasy były takie, że jak się do książki dorwą feministki, to suchej nitki nie zostawią. Cojraz się mówi, że kobieta to słabsza, głupsza i w ogóle niezaradna. Albo cała ta retoryka o mniszym życiu, o który różne plotki też się przecież słyszało. Czytając powieść trzeba się więc nieco wstrzymać z oceną światopoglądową. Ja jako facet wierzący odbierałem ją właśnie w ten sposób, z dystansem. Ale znam osoby, które do tego by zdolne nie były, więc ostrzegam. Wzajemne obrzucanie się pomówieniami o herezję nie wygląda zbyt poważnie, ale znów - jak się poskłada różne elementy, to całkiem można o tym zapomnieć. Potrzeba tylko troszkę zmrużyć oko. Ale byle nie oba, bo jakoś trzeba czytać :P
Mimo powyższych uwag stwierdzić muszę, że jest to jedna z lepszych książek, po jakie sięgnąłem ostatnimi czasy. Dlaczego? Oceny w necie są raczej średnie, racja. Ale nie w tym rzecz - akcja budowana jest z rozmysłem i zawsze jest miejsce na jakieś wydarzenia. Na coś nowego, co przykuje uwagę czytelnika. Nawet jeśli bardzo wcześnie poznajemy zarzuty wobec pewnych osób, to jeszcze nie oznacza, że spraw jest zamknięta. Trochę nie po kolei, ale potem następuje jeszcze próba udowodnienia swoich poglądów. Samych wątków jest bardzo wiele i to wszystko spada na głowę biednego braciszka - a ten radzi sobie z nimi z należytą inteligencją. Dlatego :)
Trupy, czary, herezje, kłamstwa. Dużo tego jak na małą wioskę. Nie wszystko jest, jak to kiedyś określiła moja koleżanka, "straight" (to znaczy: zmierzające do jednego, oczywistego celu), ale to akurat dobrze. Upadek ma swoje oblicza, a tych pokazano wiele. I choć wiemy, kto jest czarny a kto biały, jakoś tak trudno mi o jednoznaczną ocenę. Może to przez wątek wiecie-jaki, może przez pewną naiwność, że coś takiego by przeszło w realu. Może. Koniec końców jednak powieść to powieść, a ta jest co najmniej dobra. Jak kiedyś wyszukacie w swojej miejscowej bibliotece, możecie dać jej szansę. Nie zaszkodzi ;)
Ocena:
Brat Bernard na ratunek!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz