sobota, 3 października 2015

Krówki robią „muu”

Tytuł: MU Online
Testowana platforma: Windows XP
Rok wydania: 2001
Cena: darmowa (mikrotransakcje)





MMO w kategorii RPG dzielą się na dwa typy. Pierwszy to widok zza pleców bohatera, drugi to widok z góry w rzucie izometrycznym. Jeśli pamiętacie Diablo, to od razu mówię, będziecie jak w domu. Na ustawieniu kamer jednak się nie kończy, zapewniam. Wspominałem już kiedyś o rewolucji, jaka zaszła na rynku – o tym, że zaprzestano zmuszać graczy do monotonnego bicia poziomów od czasu do czasu przerywanego jakimś nieistotnym questem. Po paru próbach miałem już ogłaszać nową erę, ale okazało się koniec końców, że stare nie przeminęło. To, co dzieje się z grami, to nic innego jak proces adaptacji.

Grając w Mapla nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jestem prowadzony za rękę po maksymalnie prostej linii. Fakt ten niemiłosiernie mnie uwierał. Pokładałem ufność w starociu, ale jak się okazało, nie tym co potrzeba. Wydany w 2001 MU Online, słynna „wieczna beta” - to był właściwy cel moich poszukiwań.

Po pierwszym uruchomieniu zadałem sobie jedno zasadnicze pytanie. Jak się tu zmienia powiększenie ekranu gry? Niestety, ale albo jestem ślepy, albo się nie da. Jestem z tych, co lubią wiedzieć, gdzie się pakują, a tu mi się delikatni sugeruje, żebym się przyzwyczaił, bo tak jest i już. Co gorsza, tego typu problem nie jest odosobniony. Już przy tworzeniu postaci twórcy powiedzieli mi, że mogę zapomnieć o personalizowaniu swojego bohatera. Nie i już. Albo wybieram to, co jest, albo mogę iść pograć w coś innego. Dobra, niech już będzie. A jak sprawa się ma z wyborem klas? Na start trzy, potem odblokuje się resztę. A przez „potem” mam na myśli A) wykupienie jej lub B) dobicie do 250 poziomu. Super po prostu... Pozostaje tylko wojownik, mag i łucznik. Całe szczęście, że na wyższych poziomach da się przeprowadzić ulepszenie wybranej profesji, bo byłoby blado. Taki mały myk, że odblokowane postacie dostają 7, a nie 5 punktów do rozdysponowania, miesza na tyle mocno, że chcąc być na topie trzeba pomyśleć o zmianie.

Słowo o mechanice rozgrywki. MMO zdążyły mi wpoić system many i/lub czasu do odczekania po każdorazowym wykorzystaniu jakiegoś czaru czy umiejętności. Z zainteresowaniem przyjąłem więc do wiadomości, że w MU jest co prawda mana, ale nie ma żadnego licznika – tylko ukryty wskaźnik czasu pomiędzy kolejnymi ciosami. Chodzi mi o to, że wybierając czar będziemy nim miotać aż skończy się zapas energii magicznej lub też nasz przeciwnik zginie. I tu mały problem się rodzi, bo gra ma problem z wykryciem zgonu i bardzo często w chwili śmieci stwora wykonuje się jeszcze jeden cios. Jednocześnie gra próbuje pokazać, że się o nas troszczy. Gdy mana zejdzie do zera, z automatu łykniemy niebieską miksturkę. Pal licho gdy mamy maga – ale wojownik ma tak mały jej zapas, że każda chybiona operacja stawia nas w trudnej sytuacji. Lekarstwem na to jest wyłączenie automatycznego ataku, ale w tedy to już wszystko trzeba będzie robić samemu i bardzo uważać, żeby nie spowodowało to dodatkowych komplikacji. Już nie mówię nawet o PvP, bo to może być samobójstwo.

A jak jesteśmy już przy walkach pomiędzy graczami... Logując się do gry oczywiście wybieramy serwer, tutaj także i kanał. Połowa z nich to enklawy graczy premium, a połowa otwarta jest dla każdego. Z tego po połowie ma opcję PvP, a połowa nie. Osobiście nie jestem fanem tego typu walk, gdy mam niski poziom, grałem więc na tych „pokojowych”. Artykuł na Nonsensopedii wyraźnie zaznacza, że PK-rzy lubią lokować się przy wyjściach z miasta, co mnie w sumie nie dziwi. Jak to już wiele razy mówiłem – co kto lubi.

Ponarzekałem, pora na chwalenie. Już wyżej zaznaczyłem, bezlitosne grindowanie przeminęło, ale samo „lewelowanie” pozostało w nowej, ulepszonej formie. Sprawa jest prosta: w każdym mieście przy każdej bramie stoi sobie strażnik i rozdaje zadania. Te poza samouczkiem polegają wyłącznie na tym, że należy udać się w okolicę X, znaleźć potwory Y i ubić ich w ilości Z. Po wykonaniu zlecenia wracamy do dowolnego takiego strażnika, meldujemy posłusznie wykonanie zadania i jeśli nie osiągnęliśmy po drodze za wysokiego poziomu, otrzymujemy... dokładnie tego samego questa. Tak, każde takie zlecenie ma przypisany zakres poziomów. Jeśli mieścimy się w widełkach, dostaniemy ten sam list gończy – a potem zmienia się typ potwora i jego ilość. Proste, prawda? A czemu jest to dla mnie plus? Ano z bardzo prozaicznego powodu. Gra daje nam całkowitą swobodę wobec tego, jak chcemy grać, a przez to bić poziomy. Chcesz szybkich awansów? Bierz zadania. Chcesz się wzbogacić? Olej NPCów i bij jakie tylko chcesz potwory. Grasz dla zabawy? Poszukaj drużyny i zróbcie rajd na lochy. Znudziło Cię zabijanie mobów? Bierz udział w eventach. Tyle i tylko tyle. Proste i genialne, nie inaczej.

Nie jest trudno zauważyć, że przez te kilka lat istnienia dużo się zmieniło (wpiszcie w Google Obrazy tytuł gry). Wikipedia podaje jeszcze wymagania sprzętowe na poziomie Pentium II 700MHz i 512MB RAM. Teraz co prawda wymaga się P4 z 2+ Ghz, ale co tam. Powiem więcej – już pierwsza lokacja w większej części pokryta jest trawą. I to taką wystającą, a nie teksturką. Wiele gier miało opcję redukcji ilości zielska, bo mogło się to odbić na ilości klatek. A tu nic. Żyje i ma się dobrze. I żyć będzie jeszcze długo, zapewniam Was. Ta gra jest nie do zdarcia!


PS:
Na stronie pobierania są dwie opcje – automatyczny pobierak lub linki do stron z całym plikiem. Mnie nie udało się uruchomić tego pierwszego, więc ostrzegam. Pliki może i są stare, ale ładnie się wszystko połata.

PS2:
Jeśli gra nie będzie się chciała uruchomić, należy przejść do folderu instalacji i tam znaleźć plik „main.exe”. Skrót prowadzi do nieaktualnego launchera, stąd problem.


Ocena:
Muuuusisz spróbować!


W skrócie:
+ Nadal wielu aktywnych graczy
+ Pełna swoboda stylu gry
+ Wspaniała muzyka
+ Dobry system umiejętności/ czarów

- Brak przydatnych opcji (kamera!)
- Odblokowywanie postaci
- Problemy z autopilotem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz