poniedziałek, 18 lipca 2016

Teletubisie mówią pa-pa

Autor: Michael Koryta
Tytuł: Ostatnie do widzenia
Tytuł oryginalny: Tonight I Said Goodbye
Rok wydania: 2004/2006




Chwilę się nie odzywałem... Trochę byłem zajęty :) No ale wracam, przynajmniej w tym tygodniu. Zastanawiam się, czy by może nie przeznaczyć swojego czasu na coś innego. Ale jeszcze pomyślę, nie spisuję tego miejsca na straty. W każdym razie jeśli to czytasz i wyrażasz swój sprzeciw, bo chcesz nadal czytać co pisuję, zostaw komentarz, na pewno przeczytam :)

Wracając jednak do spraw bieżących... Któryś już raz zdarza mi się, że biorę sobie do czytania pozycje głośnie i lub za takie się podające, a na koniec coś lżejszego - ot dla zabawy. Zaczynam od pozycji grubszych i kończę na tej wziętej na dokładkę - i tedy okazuje się, że ta ostatnia i tylko ta do czegoś się nadaje. No nic, życie :)

"Ostatnie do widzenia" zaczyna się od trupa. Facet nie żyje, a jego żona i córka zaginęły. Policja twierdzi, że ten pierwszy ubił swoją rodzinę, a potem kopsnął sobie kulkę w skroń, ale jego ojciec jakoś w to nie wierzy. Nie, nie podejmuje krucjaty, nie ta bajka. Wynajmuje parę detektywów, aby to oni... po prostu dowiedzieli się, co w trawie piszczało i powiedzieli mu, co się stało z jego najbliższymi.

A więc kryminał. Różne rzeczy ludzie mówią o tym gatunku, ale jakoś do tej pory była to szufladka najbezpieczniejsza jeśli idzie o mój osobisty gust. Chwytałem za horrory, za książki akcji - i z grubsza nic. Nuda albo przekłamania, takie rzeczy. Dlatego ucieszyłem się, że tym razem nie śledzę losów kolejnego supermena w przebraniu. Co prawda parę wątków dałoby się wyciąć - a przynajmniej tak myślałem, gdy na nie natrafiłem. Im bliżej końca tym jakoś autor wszystko pozaklejał i przyznać muszę, że efekt był całkiem niezły. I nie pominę też faktu, że przez równo całą powieść raczył mnie (czytelnika) nowymi wątkami. Do ostatniego rozdziału człowiek siedzi więc z przysłowiowym nosem w książce i czyta, co będzie dalej. Są takie elementy, które uważnemu czytelnikowi pasować nijak nie chcą - i właśnie o to w tym wszystkim chodzi!

Wygląda na to, że podsumowanie mam już z głowy... Książka nie jest gruba, ma raptem 240-parę stron. Można połknąć w parę nieśpiesznych wieczorów. Urocza perspektywa, nieprawdaż?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz