Tytuł: The Tribez
Testowana platforma: Facebook
Rok wydania: 2013
Cena: darmowa (mikrotransakcje)
Link: https://www.facebook.com/games/thetribez
A jednak. Jednak jest na świecie gra, która nie wyciąga do gracza rąk w żebraczym geście mówiącym tyle co "dawaj kasę". A jednak! Już ostatnim razem, gdy miałem do czynienia z grą tego wydawcy (a było to Transport Empire), miałem bardzo pozytywne wrażenia. Pierwszą moją myślą było, że warto by sprawdzić pozostałe ich propozycje - i faktycznie, było!
The Tribez (nie mylić ze Starsiege: Tribes i późniejszymi) to strategia ekonomiczna w stylu casual (jej, sporo tego ostatnio), czyli gra nastawiona na odczekanie swojego czasu w kolejce do uzyskania efektów swoich czynności na ekranie. Innymi słowy - to, do czego przyzwyczaiło nas multum innych gier do tej pory. Skąd więc mój zachwyt we wstępie? Otóż w grach już przeze mnie prezentowanych (a były to tylko pojedyncze przykłady), zawsze był jakiś haczyk - coś, co albo skutecznie utrudniało grę, albo wręcz odstręczało mniej cierpliwych. W Tribez zainwestowałem kilkadziesiąt godzin - i nawet nie zauważyłem, aby coś takiego w ogóle majaczyło na horyzoncie! Prawda - zawsze można sobie coś kupić za realną walutę, wybór jest ogromny. Ale jak długo grałem (a grałem długo), wszystko dało się zrobić wyłącznie swoimi siłami. Chwała!
Gdy odpalimy grę, pojawiamy się na środku jeziorka gdzieś w czasie i przestrzeni - zostaliśmy tam posłani przez naszego mentora, naukowca. Od razu wita nas córka wodza pobliskiej wioski - ponoć jesteśmy kimś przepowiadanym w proroctwach. No dobra, fajnie. Jako że jesteśmy wybrańcem, dziewczyna ta proponuje nam stanowisko wodza nowej wioski, którą to przyjdzie nam za chwilę założyć. Później to już tylko oczyścić teren z gratów i możemy brać się za rządzenie. A gdy ziemi zacznie brakować - wystarczy zainwestować w odkrycie nowej łączki. Ot, takie to proste. Jedna mapa może wydawać się dość mała, w zupełności jednak wystarczy do zbudowania wszystkiego, czego nam potrzeba, zwłaszcza po trzy sztuki. Szybko okaże się, że nasz obóz to istna fabryka dóbr - tym lepiej, bo gdy zmajstrujemy wyprawę na sąsiednie wyspy, surowce staną się jeszcze bardziej cenne niż na początku naszej przygody. Już pierwszy taki ląd stawia przed nami wyzwanie związane z klimatem tam panującym - nie będzie można postawić wszystkiego, co byśmy chcieli. Swoją drogą, że będzie trzeba niemal całą bazę stawiać prawie że od zera. Na pocieszenie zostaje fakt, że gdzieś tam na nieznanych wodach czekają nowe złoża surowców - nie będzie więc nudno.
Mechanika rozgrywki opiera się na systemie poziomów - naszej postaci, zadowolenia mieszkańców danego miasta oraz poziomów konkretnych budowli, a zwłaszcza naszej kwatery głównej. Słownie każda czynność przyniesie nam choć odrobinę doświadczenia, podbijającego ten pierwszy. O pozostałe będzie trzeba zadbać inaczej - inwestując w nie fundusze. Ulepszenie budynku odblokowuje wyższe opcje pozyskiwania surowców, a stawianie dekoracji zwiększa zadowolenie. Trzy wskaźniki - doświadczenie, zadowolenie i poziom chaty wodza przekładają się na dostępne możliwości rozbudowy wioski. Nikt nie mówi, że będzie tanio, podobnie też nie będzie to takie hop do przodu gdy chodzi o czas. Koniec końców opłaca się jednak posiedzieć przy grze i poklikać zbierając urobek - starym zwyczajem to te najniższe zamówienia są najbardziej opłacalne. Ciekawym rozwiązaniem są budynki usługowe dla naszych podopiecznych - bar, restauracja i inne, jeszcze ciekawsze. Gdy któryś robotnik nie będzie miał akurat nic innego do roboty, może się zażyczyć odwiedzić jedno z tych miejsc - i nie omieszka podrzucić nam za to paru groszy gdy mu na to pozwolimy. Wszystko jednak ma swoją cenę - w tym wypadku jest to kilka jednostek jedzenia. Tego na szczęście nie brakuje, więc nie ma co się martwić.
Słowo o oprawie. Grafika, przyznaję, jest całkiem ładna. Problem tkwi jedynie w zastosowanej technologii. Swoją drogą, że jest to Flash, ale ja nie o tym. Otóż po wejściu do gry musimy poczekać parę chwil zanim wszystkie obrazki załadują się i pokażą na ekranie. Troszkę to denerwujące, ale cóż począć. Gorzej, że będzie to trzeba powtórzyć przy każdej następnej wizycie. Druga sprawa - kolejność w przestrzeni. Gra korzysta z rzutu izometrycznego, czyli tzw. 2,5D. Wszystko ładnie pięknie, ale jeśli ktoś spróbuje obejść w "przestrzeni" jakiś obiekt, przez moment będzie go deptał. Gdzie indziej znów postawione dodatki gubią się za czymś, co powinno zostać za nimi. Mogło być lepiej.
Postawiłem sobie wyzwanie polegające na znalezieniu czegoś, co mogłoby świadczyć o tym, że niniejsza gra jest stratą czasu. Niekiedy bardzo łatwo jest takie coś wskazać - ale nie tym razem. Serio - im dłużej się człowiek tym bawi, tym dłużej chce tam zostać. Są takie momenty, gdy ręce opadają, bo po zalogowaniu się trzeba ogarnąć całą wioskę, dać nowe polecenia i powyrywać nowe chwasty - i to na kilku wyspach na raz. Część rzeczy byłaby prostsza, gdyby zapłacić za nie walutą premium - ale na dłuższą metę to i tak bez różnicy. I tak przyjdzie noc, ta 3 rano, gdy pozostaje tylko zaprząc wszystkich wolnych chłopków do pracy, dać im maksymalne obciążenie, zamówić co się tylko da - i pójść spać. A potem znów mieć nadzieję, że pod naszą nieobecność nie spłonie połowa wioski...*
* To oczywiście żart, nic się nie stanie ;)
Ocena:
Jeszcze pięć minut mamusiu!
W skrócie:
+ Niby można płacić, ale wcale nie trzeba
+ Przyzwoite tempo rozwoju
+ Nowe wyspy, nowe wyzwania
+ Ładna oprawa audio i graficzna
+ Zawsze coś się dzieje
+ Spokojnie można z nią spędzić cały wieczór
- Okazjonalne błędy graficzne
- Płacić nie trzeba, ale przewidziano za to konkretne, inaczej niedostępne korzyści
- Obiekty wolno się ładują
Link: https://www.facebook.com/games/thetribez
A jednak. Jednak jest na świecie gra, która nie wyciąga do gracza rąk w żebraczym geście mówiącym tyle co "dawaj kasę". A jednak! Już ostatnim razem, gdy miałem do czynienia z grą tego wydawcy (a było to Transport Empire), miałem bardzo pozytywne wrażenia. Pierwszą moją myślą było, że warto by sprawdzić pozostałe ich propozycje - i faktycznie, było!
The Tribez (nie mylić ze Starsiege: Tribes i późniejszymi) to strategia ekonomiczna w stylu casual (jej, sporo tego ostatnio), czyli gra nastawiona na odczekanie swojego czasu w kolejce do uzyskania efektów swoich czynności na ekranie. Innymi słowy - to, do czego przyzwyczaiło nas multum innych gier do tej pory. Skąd więc mój zachwyt we wstępie? Otóż w grach już przeze mnie prezentowanych (a były to tylko pojedyncze przykłady), zawsze był jakiś haczyk - coś, co albo skutecznie utrudniało grę, albo wręcz odstręczało mniej cierpliwych. W Tribez zainwestowałem kilkadziesiąt godzin - i nawet nie zauważyłem, aby coś takiego w ogóle majaczyło na horyzoncie! Prawda - zawsze można sobie coś kupić za realną walutę, wybór jest ogromny. Ale jak długo grałem (a grałem długo), wszystko dało się zrobić wyłącznie swoimi siłami. Chwała!
Gdy odpalimy grę, pojawiamy się na środku jeziorka gdzieś w czasie i przestrzeni - zostaliśmy tam posłani przez naszego mentora, naukowca. Od razu wita nas córka wodza pobliskiej wioski - ponoć jesteśmy kimś przepowiadanym w proroctwach. No dobra, fajnie. Jako że jesteśmy wybrańcem, dziewczyna ta proponuje nam stanowisko wodza nowej wioski, którą to przyjdzie nam za chwilę założyć. Później to już tylko oczyścić teren z gratów i możemy brać się za rządzenie. A gdy ziemi zacznie brakować - wystarczy zainwestować w odkrycie nowej łączki. Ot, takie to proste. Jedna mapa może wydawać się dość mała, w zupełności jednak wystarczy do zbudowania wszystkiego, czego nam potrzeba, zwłaszcza po trzy sztuki. Szybko okaże się, że nasz obóz to istna fabryka dóbr - tym lepiej, bo gdy zmajstrujemy wyprawę na sąsiednie wyspy, surowce staną się jeszcze bardziej cenne niż na początku naszej przygody. Już pierwszy taki ląd stawia przed nami wyzwanie związane z klimatem tam panującym - nie będzie można postawić wszystkiego, co byśmy chcieli. Swoją drogą, że będzie trzeba niemal całą bazę stawiać prawie że od zera. Na pocieszenie zostaje fakt, że gdzieś tam na nieznanych wodach czekają nowe złoża surowców - nie będzie więc nudno.
Mechanika rozgrywki opiera się na systemie poziomów - naszej postaci, zadowolenia mieszkańców danego miasta oraz poziomów konkretnych budowli, a zwłaszcza naszej kwatery głównej. Słownie każda czynność przyniesie nam choć odrobinę doświadczenia, podbijającego ten pierwszy. O pozostałe będzie trzeba zadbać inaczej - inwestując w nie fundusze. Ulepszenie budynku odblokowuje wyższe opcje pozyskiwania surowców, a stawianie dekoracji zwiększa zadowolenie. Trzy wskaźniki - doświadczenie, zadowolenie i poziom chaty wodza przekładają się na dostępne możliwości rozbudowy wioski. Nikt nie mówi, że będzie tanio, podobnie też nie będzie to takie hop do przodu gdy chodzi o czas. Koniec końców opłaca się jednak posiedzieć przy grze i poklikać zbierając urobek - starym zwyczajem to te najniższe zamówienia są najbardziej opłacalne. Ciekawym rozwiązaniem są budynki usługowe dla naszych podopiecznych - bar, restauracja i inne, jeszcze ciekawsze. Gdy któryś robotnik nie będzie miał akurat nic innego do roboty, może się zażyczyć odwiedzić jedno z tych miejsc - i nie omieszka podrzucić nam za to paru groszy gdy mu na to pozwolimy. Wszystko jednak ma swoją cenę - w tym wypadku jest to kilka jednostek jedzenia. Tego na szczęście nie brakuje, więc nie ma co się martwić.
Słowo o oprawie. Grafika, przyznaję, jest całkiem ładna. Problem tkwi jedynie w zastosowanej technologii. Swoją drogą, że jest to Flash, ale ja nie o tym. Otóż po wejściu do gry musimy poczekać parę chwil zanim wszystkie obrazki załadują się i pokażą na ekranie. Troszkę to denerwujące, ale cóż począć. Gorzej, że będzie to trzeba powtórzyć przy każdej następnej wizycie. Druga sprawa - kolejność w przestrzeni. Gra korzysta z rzutu izometrycznego, czyli tzw. 2,5D. Wszystko ładnie pięknie, ale jeśli ktoś spróbuje obejść w "przestrzeni" jakiś obiekt, przez moment będzie go deptał. Gdzie indziej znów postawione dodatki gubią się za czymś, co powinno zostać za nimi. Mogło być lepiej.
Postawiłem sobie wyzwanie polegające na znalezieniu czegoś, co mogłoby świadczyć o tym, że niniejsza gra jest stratą czasu. Niekiedy bardzo łatwo jest takie coś wskazać - ale nie tym razem. Serio - im dłużej się człowiek tym bawi, tym dłużej chce tam zostać. Są takie momenty, gdy ręce opadają, bo po zalogowaniu się trzeba ogarnąć całą wioskę, dać nowe polecenia i powyrywać nowe chwasty - i to na kilku wyspach na raz. Część rzeczy byłaby prostsza, gdyby zapłacić za nie walutą premium - ale na dłuższą metę to i tak bez różnicy. I tak przyjdzie noc, ta 3 rano, gdy pozostaje tylko zaprząc wszystkich wolnych chłopków do pracy, dać im maksymalne obciążenie, zamówić co się tylko da - i pójść spać. A potem znów mieć nadzieję, że pod naszą nieobecność nie spłonie połowa wioski...*
* To oczywiście żart, nic się nie stanie ;)
Ocena:
Jeszcze pięć minut mamusiu!
W skrócie:
+ Niby można płacić, ale wcale nie trzeba
+ Przyzwoite tempo rozwoju
+ Nowe wyspy, nowe wyzwania
+ Ładna oprawa audio i graficzna
+ Zawsze coś się dzieje
+ Spokojnie można z nią spędzić cały wieczór
- Okazjonalne błędy graficzne
- Płacić nie trzeba, ale przewidziano za to konkretne, inaczej niedostępne korzyści
- Obiekty wolno się ładują


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz